Zdrady kobiet: winnym zdrad nie jest mężczyzna. Zdradzającym kobietom się zbyt pobłaża

Zdrady kobiet: winnym zdrad nie jest mężczyzna. Zdradzającym kobietom się zbyt pobłaża 1

Wsparcie w celu utrzymania strony i podziękowanie za pracę autoraStrona przestanie istnieć bez regularnego wsparcia, więc kliknij, by dać coś od siebie 🙂

W matriarchalnym świecie kobiece zdrady, czy też ich „zmiany gałęzi” są bardzo częste. Społeczeństwo na czele z białymi rycerzami usprawiedliwia kobiety, gdy te postępują nagannie, by zyskać w ich oczach, ale i by poczuć się bardziej męskimi, czy nawet bardziej heteroseksualnymi na tle innych mężczyzn (vide: „patrzcie na mnie, bronię kobiet, więc jestem hetero”). Doprowadza to do tego, że kolejne kobiety jeszcze chętniej zdradzają i usprawiedliwiają swoje zdrady. To wszystko zaczyna się od wychowania dzieci w poczuciu, że dziewczynki to płeć niezdolna do złych uczynków, do przemocy i płeć za którą trzeba się zawsze wstawiać.

Dorosłe kobiety zauważają, że przez tak lekkie podejście społeczeństwa do nich mogą nie ustawać w kolejnych żądaniach wobec mężczyzn, czy to jeśli o zachowania przy tworzeniu związków, czy jeśli chodzi o przywileje (np. jako feministki, ale nie tylko).

Kobiety widzą, że konsekwencje ich toksycznych uczynków są żadne, moralności wykształcać nie muszą, a winę nawet za najgorsze zachowanie kobiety można z łatwością przerzucić na mężczyznę. Bo był on zbyt męski, zbyt mało męski, za słaby, zbyt władczy, za troskliwy, zbyt mało troskliwy. Nieważne. Trzeba mu pokazać, że to on jest sprawcą nieszczęścia i zdrady. Mężczyzna staje się jedyną dorosłą osobą w relacji. Jedyną, którą wolno krytykować i jedyną która ma ponosić konsekwencje – nawet za cudze, a więc kobiece, patologiczne zachowania. Jest to legalne niszczenie mężczyzn, ale i pozbawianie mężczyzn prawa do tego, by być ocenionymi sprawiedliwie (nie jako jedyni sprawcy nieszczęść), ale też, by mieć prawo do tego, by znaleźć kobietę dla nich wierną.

W czasach przyzwalania na zdrady kobiet staje się to praktycznie niemożliwym. Według badań zdrady kobiet oscylują wokół liczby 35%, tyle, że a) jedynie do tylu zdrad się przyznały, b) nie były pytane o tzw. zmiany gałęzi (to jest skok z jednej relacji w drugą; bliższe poznanie mężczyzny z którym są aktualnie w czasie trwania poprzedniego związku). Zmiana gałęzi to też zdrada, ale najczęściej zaczyna się od zdrady emocjonalnej – przekierowania emocji/uwagi na nowego mężczyznę w czasie trwania związku.

Rozwiązaniem byłoby uznanie, że zdrada to też przemoc za którą należy karać. Bo tak, multum mężczyzn zabiło się po zdradzie przez kobietę. Jest to ogromnie bolesne doświadczenie. A jeśli jest to tak bolesne to uznanie tego za przemoc nie byłoby wypaczeniem jej definicji (choć należałoby uwzględnić też przemoc psychiczną myśląc o niej).

To byłby jakiś krok w kierunku dbania o psychikę ludzi, tak zaniedbywaną sferę przez wieki. Bo dlaczego tyle się mówi, by mężczyźni panowali nad emocjami/instynktami, a kobietom tego się nie mówi w takim stopniu?

Relatywizm moralny i narcyzm, czyli „wszystko mi wolno, bo ja byłam i jestem w tej relacji najważniejsza”

Usprawiedliwiając u którejkolwiek osoby uczynki niemoralne buduje się w niej niedojrzały relatywizm moralny. Cechę nieodpowiedzialnego dziecka, a potem kłamcy, przemocowca i manipulatora. Będąc relatywistą (nie mylić z recydywistą, choć będzie to następstwem) nie trzeba mieć jasno określonej moralności, a wszystko co najgorsze da się sobie wytłumaczyć (zwykle winą poza sobą, czynnikami losowymi, lub innymi ludźmi).

Najłatwiej zrelatywizować sobie można zdradę w ten sposób:

Zdradzam, bo jestem ofiarą. To druga osoba jest problemem, więc mi wolno.

Ha, albo jeszcze lepiej.

To wcale nie była zdrada, tylko poszukiwanie prawdziwej miłości.

kobiece zdrady

Chcemy trapiącego nasze relacje toksycznego narcyzmu? To uczmy dalej takich postaw. Pozwalanie kobietom na zdrady, traktowanie ich zdrad tak lekko, atakowanie mężczyzn gdy są zdradzani (skrzywdzeni) wraz z wiedzą, że kobiety już teraz mają dużo większą władzę na rynku matrymonialnym (związków, małżeństw i rodzin) pokazuje, że mężczyźni w takiej sytuacji są płcią dużo mniej wartościową. Czasem będą to odczuwać jakby byli śmieciem na którego można pluć. To nie ma prawa budować w mężczyznach dobrego samopoczucia, stabilności psychicznej, odporności (siły), czy wyzbycia się frustracji o której się tak trąbi. Wręcz przeciwnie. To jest jeden ze składników systemowego gnojenia i lekceważenia mężczyzn, które doprowadzają do tego, że mężczyźni nie są nawet chętnymi do budowania związków, czy zakładania rodzin, a czasem i do samego życia (ogromna liczba samobójstw mężczyzn).

Niestety winę za to wszystko społeczeństwo zobaczy też jedynie w zawsze wadliwych mężczyznach, nie spoglądając na prawdziwe przyczyny tego czemu wielu mężczyzn nie dojeżdża do poziomu zawsze super-pań (które dostają więcej luzu i nie muszą tak często flaków z siebie wypruwać, by zostać chcianymi oraz zaakceptowanymi).

I na nic ignoranci, którzy akurat są w związku z jakąś kobietą i jeszcze ich nie zdradziła, albo ci, którzy zamiast opieprzyć ostro kobiety, by kończyły swoje relacje zanim zdradzą, to oni sami namawiają je do zmian gałęzi. Na nic też ci, którzy twierdzą, że problem jest wyolbrzymiony, albo odwrócą kota ogonem, że statystycznie więcej mężczyzn zdradza (a raczej wychodzi ich więcej na jaw). Na nic ci, którzy twierdzą, że gdzieś tam kobiety są jednak obrażane, gdy zdradzają.

W porządku. Na ogół jednak nie ponoszą żadnych konsekwencji, dzięki czemu uczą się ukazywać mężczyzn w złym świetle, bo to zapewnia kobietom profit – oczyszczenie się, ale i dodatkową możliwość ataku na mężczyznę, którego chcą się pozbyć ze swojego życia (w końcu ex, zwykle niepotrzebny już do niczego – no, chyba że planuje się do niego wrócić, jakby z nowym nie wyszło).

„Mężczyźni są zbyt słabi na trudne, toksyczne kobiety.” Sporo mężczyzn jest pierwszymi do wybielania kobiet, ale do obwiniania i obrażania mężczyzn jeszcze szybszymi

zdrady kobiet, trudne kobiety

Wszystko zaczyna się od samego związku dwójki ludzi, gdzie kobieta jest boginią, mężczyzna prymitywem. Gdzie kobieta ocenia, akceptuje, lub odrzuca, a mężczyzna ma się sprawdzić i odnieść sukces. Gdzie kobieta narzeka, czy gra ofiarę, a mężczyzna ma być twardy i wytrzymywać. Gdzie kobieta stosująca przemoc jest „wulkanem emocji, temperamentem, namiętnością, trudnością, którą należy okiełznać”, a mężczyzna przemocowcem, draniem, którego uwiązać trzeba po same jaja. Gdzie kobieta jak zdradza to ma powód w zawsze nieudolnym mężczyźnie, a poza tym szukała miłości serduszkiem, a mężczyzna… no cóż, prymitywna płeć nie umiała utrzymać genitaliów na wodzy. Wiadomo, mężczyźni nie umieją kochać, a kobiety są miłości ostoją. W I A D O M O.

za słabi mężczyźni na trudne kobiety

Jeśli ktoś nie widzi demonizacji i dehumanizacji mężczyzn w porównaniu z kobietami, to albo posiadł zbyt mało wiedzy, albo jest osobą, która się do tej demonizacji mężczyzn przyczynia.

Ot, obwinić i obrazić mężczyzn dzisiaj po prostu TRZEBA. Taka moda.

zdrady kobiet

Jeśli nie będzie ciągłości związków, to nie będzie ciągłości rodzin, a bez ciągłości rodzin czeka nas jedynie zagłada, ale też inne podziały wewnątrz społeczeństwa

Ogromnie trudno jest zabić się w pierś i powiedzieć, że się coś źle zrobiło, albo, że zachowuje się antyspołecznie (tak, to zaburzenie). Najłatwiej powiedzieć, że zawsze było się taką biedną, bezbronną, naiwną owieczką, która chciała rzeczy pięknych, a dostała nicość, bo zainwestowała w nie tego samca co potrzeba (on ją zwiódł, łanię jedną, ten oprawca, drapieżnik, łoo!). A tak naprawdę kobieta zdradziła bo znalazł się lepszy, przystojniejszy, zasobniejszy, czy nowszy model. Nowszy jako mniej znany może generować więcej emocji. To jest ogromna niedojrzałość, by wiązać się z tak płytkich pobudek emocjonalnych i nie umieć oddzielić ich od prawdziwego życia. To ogromna niedojrzałość traktować mężczyznę jak przedmiot – generator emocji. Ale tak, zmiana gałęzi w wykonaniu kobiet jest równie płytka i prymitywna, jak te same działanie w wykonaniu mężczyzn. Nie możemy przypisywać do zachowań kobiecych ciągle jakichś efemerycznych znaczeń, mimo, że postępują nie lepiej, niż mężczyźni.

I niestety są ludzie, którzy takich postaw bronią – „Przecież związki to nie więzienie! Możemy zmieniać sobie partnerów jak tylko chcemy i nic nikomu do tego!”

A myślałaś jedna z drugim jak to jest zmieniać fachowców od stawiania budynku w trakcie jego tworzenia raz po raz? Jaki będzie efekt końcowy? Chaos, a sama budowla się zawali, bo nie było solidnych fundamentów, planu i doświadczenia fachowców. Przekładając to na związki: nie umiejąc zbudować solidnych fundamentów związku, nie umiejąc pokonywać problemów w czasie budowania – nie buduje się niczego oprócz jakiejś ułudy, fasady, teatrzyku. Nie ma tam niczego prawdziwego, ale przede wszystkim niczego trwałego.

A najgorszą sytuacją jest wtedy jak każdy z pracowników obrzuca błotem drugiego i obwinia o własne błędy. Ty źle zrobiłeś, ja jestem święty. Ostatecznie odpowiedzialność ponosi ten nowy, młody pracownik bez żadnej władzy i decyzyjności. Tak często cierpią w związkach dzieci z rozbitych rodzin, ale tak też często cierpi mężczyzna, który pomimo tego, że nie miał władzy w takim związku, kobieta dyrygowała jak ma być, bo inaczej był foch, szantaż i zagrożenie rozstaniem, czy zdradą, to on jest ostatecznie jest obwiniany o wszystko co najgorsze. A jak jeszcze jest mężem, czy ojcem to musi się liczyć ze skutkami prawnymi (jak na wcześniejszym obrazku). Można go oskubać do cna. Z kontaktu z dziećmi, z pieniędzy, z godności.

Taki mamy patriarchat.

Lepiej myśleć wcześniej, niż po fakcie zdrady. Tylko po co, jeśli w sumie zdradzać wolno? – pomyśli zdradzająca

Nie ma dobrego powodu do zdrady. Nawet jak mężczyzna kobietę bije (ale naprawdę jeśli kobieta ma na to dowody, robi obdukcję, a nie tylko „papla” i oskarża). Ona musi zrobić wszystko, by odejść i musi mieć w głowie tą myśl, że następnym razem nie może wybrać podobnego typu mężczyzny. Musi pomyśleć dlaczego taki patus jej się spodobał? Co w sobie miał? Czy może ona ma w sobie TO SAMO zaburzenie i podobne przyciąga podobne? Może wcześniej już wykazywał się nieciekawymi zachowaniami, ale przymykała na nie oko, bo tkwiła w strefie komfortu – nie pokonując własnych ograniczeń i lęków, czego od mężczyzn wymaga się raz za razem? Może wykazywał się on toksycznymi zachowaniami, ale wobec innych ludzi, a ona sądziła, że dla niej będzie inny, bo była naiwna i myślała życzeniowo, czyli dziecinnie, a nie realistycznie? A może miał on coś w sobie czego ona potrzebuje, jak pieniądze, więc wliczyła przemoc w koszta związku?

Ona też ma coś do poprawienia w sobie, ma pracę do wykonania, bo i sam mental u niej szwankuje. Nie jest tak, że jest ofiarą i koniec, jej rola się kończy tylko na tym, by wytykać palcami błędy mężczyzny, a siebie mieć za 100% osobę bez wad, świętą i chwalebną.

Zdradzająca poucza i rości – niech mężczyzna będzie lepszy, to i zdrady nie będzie!

Przeczytałem w jednym z komentarzy na temat zdrad, że lepiej tak kierować związkiem, by nikt nikogo nie zdradzał. Taki tekst wypowiedziała kobieta, która owszem, ma za sobą zdradę, którą usprawiedliwiła.

Niestety w tym myśleniu kolejny raz przerzucona jest odpowiedzialność wyłącznie na mężczyznę, czyli:

„Ty MĘŻCZYZNO kieruj związkiem tak, bym JA KOBIETA nie musiała cię zdradzić.”

To trochę wygląda tak obwinianie ofiary, prawda?

„Ty kobieto ubieraj się tak, by nie zostać zgwałconą.”

Nie tędy droga.

Proporcjonalnie powinno to wyglądać tak:

A może lepiej tak wybierać mężczyzn do związków droga kobieto, by nie trzeba było ich zdradzać?

A może lepiej tak kierować związkiem JAKO KOBIETA, by nie trzeba było zdradzać – też jako KOBIETA?

Wtedy bierzesz na klatę dorosłe życie i dorosłe decyzje. Jesteś wtedy osobą równą mężczyźnie, bo i równie odpowiedzialną. Wtedy uznajesz, że możesz kierować, że Twoje decyzje mają wpływ na cokolwiek.

Obie płcie mogą się takimi dewizami kierować, choć kobiety jako płeć, która ma większy wybór wśród adoratorów powinny popracować dużo bardziej nad swoją selekcją. Trochę wstyd jak zagaduje do kobiety 30 mężczyzn, 29 dobrych, 1 toksyczny, a ona wybiera akurat tego toksycznego. No ale póki nie wykształci ona w sobie odpowiedzialności niczego nie zmieni. Facet jest tym złym, ona tą biedną. Dla niej rozmowa skończona, a ten kto o tym mówi to mizogin i cham nieczuły.

Ale to jest zwykły foch niedojrzałej relatywistki, która żąda od innych dużo, a od siebie zbyt mało.

Zdrada jest dobra, jeśli zdradzamy osobę, która nie spełniła jakichś naszych oczekiwań? Nie kpij!

Taką dewizą kierują się wszyscy relatywiści moralni uprawiający zdrady. W ten sposób kobiety też usprawiedliwiają swoje zdrady, próbując nazwać zdradę w jakikolwiek sposób dobrą.

Nie. Zdrada jest zła. Zawsze. Tylko w umyśle tej osoby, która robi z siebie ofiarę zdrada jest dobra, czyli każda która zrzuca z siebie odpowiedzialność za zdradę – „tak, jestem złą osobą, bo zdradzam, zamiast skończyć związek w przyzwoity sposób”. Każdy zdradzający może się w ten sposób usprawiedliwić. Każdy. Jest to jawne przyzwalanie na zdrady, ponieważ wystarczy zrobić z siebie ofiarę, poczuć się osobą pokrzywdzoną, czy oszukaną (bo chłop miał dać jakieś nieokreślone najlepiej szczęście, którego nie dał) i cyk – zdrada w notestiku rozpisana jako jedyny słuszny krok.

Nie. Gdy w relacji dzieje się naprawdę źle tylko rozstanie jest dobre (nie zapominając o wcześniejszych próbach naprawienia takiej relacji!). Tylko tego należy uczyć, a nie postawy, że jak coś jest nie tak w związku to trzeba poszukać sobie kogoś innego, albo stworzyć taką sytuację, by np. inicjujący mężczyzna znalazł bierną zawsze kobietę i on ją jak ten rycerz wyrwał ją z tego „złego” związku. Nie ma tu czego chwalić, mimo, że ona widzi to jako czyn chwalebny (bo wygodny), a on podąża za jej pochwałą (bo co ma biedak myśleć? że pozwolił na zdradę? że dał się poprowadzić jak na łańcuchu? przecież uzyskał z profit, a profit w takiej historii jest najważniejszy).

Tam gdzie myślenie samymi profitami, tam niedojrzała moralność, kłamstwa i wyrachowanie. Żeby było to jaśniejsze, profitem kieruje się nawet każdy stosujący przemoc. Gdy złodziej coś ukradnie nie myśli o odpowiedzialności, o własnym poprawianiu siebie, o tym, by zarobić. O tym, by nie krzywdzić innych, a o własnym proficie tu i teraz. Ewentualnie jakimś spełnieniu emocjonalnym, bo kradzież u takiej osoby też wywołuje przyjemne emocje, jak zdrada u osoby, która zmienia starą, nie tak namiętną już miłość na tą nową z nową osobą.

Przyzwalając na zdrady uczymy ludzi, że moralność nie istnieje, a miłość jest jedynie przedmiotowa. Dosłownie jak w życiu psychopatów i narcyzów. Brawa dla społeczeństwa.

Dobrzy mężczyźni też są zdradzani i też są ukazywani w złym świetle

To mit, że kobiety nie zdradzają dobrych mężczyzn. Wiele z nich zdradzając musi pogardzić obecnym partnerem, by oczyścić swój umysł z poczucia winy za zdradę. Musi na siłę znaleźć w mężczyźnie wady, albo je wyolbrzymić. Pije 2 piwa tygodniowo? Ona odchodzi od alkoholika! Albo bo ten kupował prezenty, a tamten nie. Prozaiczny powód. Czyli w jej umyśle (albo w umyśle tych, którymi manipuluje), to ona ma być była ofiarą poprzedniej relacji. Taką się widzi zawsze. Ona była według siebie ZANIEDBYWANA. A to przecież błąd mężczyzny! W przeciwnej sytuacji, gdyby on bardzo o nią dbał mogłaby uznać, że jest ZBYT DOBRY, zbyt natarczywy, zbyt zdesperowany, a poza tym to ją nudzi. Ale to już nie byłoby aż tak dobrze odebrane, gdyby tłumaczyła się ze zdrady. Oczywiście wiele osób poklepałoby ją po plecach, że po co jej mężczyzna, który nie ma poczucia własnej wartości, lub wmusza jej różne rzeczy? W gruncie zdecydowanie łatwiej się usprawiedliwić, gdy w mężczyźnie znajdzie się wady, przewinienia, przemoc (to jest teraz hiper modne zrobić z siebie jej ofiarę jako kobieta). Jeszcze lepiej jak to wszystko sprowokuje się np. czepialstwem, obwinianiem, kłócąc się i mówiąc, że to mężczyzna był tym konfliktowym, tym niedobrym, NIEOPANOWANYM (bo musiał wytrzymać, jak ona mu jechała po głowie), obrażającym zawsze biedną i słodką kobietę.

No bo jak to tak? Skrzywdzić kobietę? Mężczyzna? Nie wolno! I manipulatorki na tym przekonaniu społeczeństwa idealnie korzystają kreując swój związek i swojego ex już mężczyznę w taki właśnie sposób. Ona dobra, on nie.

Można się całe życie skupiać na tym byle w oczach własnych, lub cudzych wypaść lepiej, niż jest się faktycznie. By uznać, że to sam mężczyzna wpędził kobietę, zawsze biedną w sidła zdrady, porzucenia, czy nawet przemocy. Ot on nie zrobił czegoś tak, jakby chciała. I nie musiała tego mówić wcześniej. Ba, mogła mu mówić zupełnie na odwrót. Chwalić nawet za to, za co dzisiaj go zdradziła.

„Chłopcy, nie dajecie sobie z nami rady, więc zostajecie wyrzuceni na śmietnik”

Bo wczoraj byłeś dobry, gdy głaskałeś, dziś jakiś taki zbyt delikatny jesteś, a ona szuka kogoś męskiego. Argument niezaprzeczalny i zawsze wyglądający dobrze w oczach postronnych ludzi:

„A bo ja biedna szukałam kogoś DOJRZAŁEGO, DOJRZAŁEGO MĘŻCZYZNY, A NIE CHŁOPCA”.

Masa komentarzy kobiet jest z taką retoryką za pan brat. Jak kobiecie jest niedobrze z mężczyzną, odrzuca go, stosuje wobec niego przemoc, jest dla niego paskudna, lub zdradza, to na pewno on jest chłopcem. Jego wina.

kobiety nie potrzebują chłopców, a mężczyzn

Standardowa gadka szmatka, a kobieta wybielona, z poczuciem, że pomimo zachowywania się jak dziecko z zerową odpowiedzialnością czuje się jako najbardziej dojrzała jednostka w relacji.

Zdrada ma być dobra w jej umyśle, a zdradzony facet zawsze śmieciem, zawsze kimś kto ją zawiódł, zawsze kimś kto zrobił coś nie tak (ha, a znajdź mi osobą wolną od wad). Mężczyzna ma być zawsze kimś kto nie dorósł, czy sam z siebie, czy jej do pięt. To ona ma górować we własnym mniemaniu. Nie spełnisz czegokolwiek czego ona chce już jesteś chłopcem, a ona zawsze tą prawdziwą kobietą. Wyznacznikiem idealności i moralności. Boginią.

Jak w ogóle można dopuszczać do takiej aroganckiej i nienawistnej retoryki? A jednak, ludzie bardzo chętnie w ten sposób skłócają płcie.

Póki co problem jest taki, że nie ma dobrego rozwiązania tego zagadnienia. Musi się zmienić mentalność ludzi, a to jest długi proces. Proces zaburzony przez brak wiedzy, takiej którą przekazuje tutaj i zbyt mały poziom empatii wobec mężczyzn w stosunku do kobiet. O wpisaniu zdrad na listę przemocy już pisałem.

Tak, trzeba walczyć z prymitywnym instynktem, nawet jak ten instynkt mówi, że kobieta powinna być broniona częściej, bo jest kobietą. Za wielkie zasługi urodzenia się z waginą.

Zdradzająca nie zmieni się, gdy sama nie dozna krzywdy

Można zdradzającej kobiecie życzyć zdrady. Bo w poczuciu bezkarności, w poczuciu, że jej wszystko wolno, ona nigdy się nie zmieni. Każdy rozpuszczony gówniarz tak się zachowuje. Każdy, który nie miał przetartego nosa za to co zrobił złego. Nic tak nie uczy i nie rozwija człowieka tak bardzo jak odpowiedzialność i ponoszenie konsekwencji.

Pomyślmy sobie czy jakby mężczyzna mówił, że kobieta to mała dziewczynka gdy nie będzie wytrzymywała z jego jazdami i trudnością obcowania z nim w jednym pokoju to by to było chwalone? Każdy by skoczył do niego, że niech się weźmie za siebie, a nie zatruwa życie biednej kobiecinie. Tak to wygląda w „patriarchacie”.

Mężczyzna jest winny kobiecej zdrady!?

Zwykle u zdradzających kobiet słyszy się próby wmówienia, że wina leży w mężczyźnie za ten ich uczynek. Oczywiście. Tak jakby każdej zdradzie dało się zapobiec. Tak jest tylko w umyśle kogoś kto nie potrafił ZERWAĆ relacji, zamiast zdradzić. Wziąć dorosłą odpowiedzialność za swoją relacje i uczucia.

Jeśli mówimy o zapobieganiu prędzej można nie doprowadzać do tego, by się pary rozstawały. Na pewno rozwiązania ku temu są bardzo proste i każdy je podaje, każdy zna, teoretyka.

Ale nie, ludzie zdradzają z multum powodów. Nie tylko dlatego, że ktoś kogoś gnębi w relacji. Np. komuś się nudzi, albo chce komuś dowalić i pokazać że jest w tej relacji „kimś” o wyższej wartości. Mówieniem do ofiar zdrady, że da się im zapobiec zdradzie wzbudza się poczucie winy tylko u osób zdradzonych. Pierdoły kosmiczne.

Taka retoryka powoduje, że uznaje się, że faceci to dupki bo zdradzają, ale kobiety zdradzają z tego samego powodu – bo faceci to dupki. Wina musi leżeć po stronie mężczyzny, zawsze. Wrzucić wszystkich nas do jednego wora, obwinić i po sprawie. Zero dalszych refleksji u takich kobiet. Co najwyżej śmianie się, że ma się przywileje, gra się ofiarę i dostaje się kolejne przywileje, a faceci dają się na to nabierać raz za razem.

To samo z rozstaniami. Nie moja wina tylko tego drugiego zawsze. Umywanie rączek. W jaki sposób ktoś ma pracować nad relacją, czy odpowiednimi wyborami, jak wina jest zawsze po stronie kogoś innego? Potem są gadki o kompetencjach do tworzenia związków i wybierania odpowiedniej osoby. Tyle, że umie się to zarzucić tylko facetom, a kobietom wmawia się… ba, same siebie przekonują jako zawsze te najlepsze psycholożki studiujące masowo ten kierunek (ha, a nawet jak nie studiowały i tak wiedzą lepiej), że to one są od pouczania mężczyzn jak związek ma wyglądać, jaka ma być kobieta, co jej wolno, co mężczyźnie nie wolno, jaki ma być.

lewicowa psycholożka

Takie są teraz trendy! Szczególnie w bardziej feministycznych kręgach, a o to nie trudno, bo edukacja wyższa została też poplamiona feministyczną propagandą.

Widzimy też masę artykułów pochwalających zdrady – w szczególności jak na zdradę pozwoli mężczyzna kobiecie. Co ja mówię „pozwoli” – przecież kobiecie dzisiaj nie można niczego zabronić, bo się uwolniła z tych wiecznie niedobrych, męskich ograniczeń moralnych, a raczej jej pełnej swobody – w kroku, w drenowaniu mężczyzn, w oszukiwaniu…

Tragiczna farsa: kobieta chce rządzić w związku, ale gdy pokieruje nim źle winny jest mężczyzna

Ludzie nie chcą zauważyć, że rządzą nimi prymitywne instynkty biologiczne w których kobieta jest wartościowsza tylko dlatego, że może urodzić i dlatego ludzie „łaskawiej” zachowują się wobec niej próbując sobie logicznie tłumaczyć czemu tak MUSI BYĆ. Po prostu musi w ich umysłach i koniec.

Człowiek jednak nie składa się tylko z jednej funkcji (rozrodczej) – tym bardziej takiej z której nie każda kobieta korzysta, bo dzietność mamy słabiutką.

Wyuczenie kobiet braku odpowiedzialności za swoje związki i zdrady brzmi jakby kobieta była wybierana do relacji i nie mogła się sprzeciwić. Jakby jej wybór nie istniał, nie zachodził. W czasie trwania relacji jakby miała zero do gadania, nie wpływała na jakość tego związku, na tego jaka jest ona sama, czy jaki jest mężczyzna, a dodatkowo też jakby jedyne na co czekała to na kogoś ktoś ją „uratuje” z takiej relacji w której jest bezwolna.

Przecież to wygląda jak albo osoba, która jest zamknięta w więzieniu, albo jak dziecko, które nie może niczego zrobić bez pozwolenia rodzica. Przecież tak kompletnie nie jest. W wielkiej części relacji to kobiety mają więcej do powiedzenia, to kobiety wybierają z kim się umówić, to kobiety mają większy wybór wśród adoratorów, to kobiety mogą nawet stosować przemoc, a nie być wyłącznie jej ofiarami. Kobiety potrafią ustalać jak ma wyglądać związek, jaki ma być mężczyzna – często uległy im po pantoflarsku (a one w zamian mu powiedzą „aleś ty męski”, żeby dalej grzecznie służył).

Rozwój kobiet – mniej gadania o tym, afiszowania się tym, więcej robienia. Feministki muszą temu przytaknąć

Gdzie w omawianych sytuacjach jest dojrzałość, która kompetencje do tworzenia relacji buduje w pierwszej kolejności czyli „ja odpowiadam za moje wybory i to jak wygląda mój związek”, ale też „ja odpowiadam za to czy zdradzę, czy jednak rozstanę się i dopiero zacznę szukać kogoś innego po rozstaniu?”.

Nie ma. Bo to jest praca, wysiłek, niedogodność. No ale tak jak wspominałem. Dla złodzieja nie ukraść czegoś to też niedogodność. On musi. I musi siebie przekonać, że to co go rajcuje jest okej, albo, że winną jest ofiara kradzieży, że dała się tak łatwo zrobić w konia. No, była za słabym chłopcem pewnie.

Gdzie jest rozwój takiej kobiety, by zaczęła za siebie odpowiadać, za swoje decyzje, czy to przed, czy w czasie trwania, czy po związku? Gdzie rozwój, by nie robiła z siebie bezwolnej, wiecznie bezradnej ofiary, czy wręcz desperatki, która wybiera przemocowca i drania, bo przecież biedna MUSI być w związku? Gdzie rozwój, by nie wpadła w kolejną złą relację i zaczęła myśleć głową, a nie genitaliami? Gdzie rozwój, by przestała kierować się opinią ludzi z zewnątrz co do własnych uczuć i własnych wyborów – nawet z mężczyzną którego shejtowałyby wszystkie jej „świetne” (zawsze) koleżaneczki? Jak ona ma postawić na swoim, to powinna bronić swoich decyzji i umieć to zrobić, a nie oddawać pole do tego mężczyźnie. By to on zawsze był tym obrońcą, albo tym na którego można się wyrzygać. To ona powinna być samodzielna i umieć podejmować samodzielne decyzje, bez konsultowania się z masą osób i bez lęków, że jej decyzje wpłyną na jej negatywny odbiór przez otoczenie – często przez inne kobiety!

Ale ona słucha kobiet jak głupie ciele, bo usłyszała, że jest to ta lepsza, moralniejsza, a nawet inteligentniejsza, tylko wiekami ograniczana płeć. I basta.

Feministki powinny się ze mną zgodzić w takim temacie, bo jeśli są tak silnie nastawione na budowanie w kobietach asertywności, czy poczucia sprawczości to powinny nabywać takie umiejętności, by umiały kierować swoim związkiem i swoim życiem, a nie jedynie albo pyskować, albo manipulować, by jednak cała zła energia szła na ex mężczyznę, czy na innych mężczyzn, którzy muszą być nieładnie określani. A one wojownicze są jedynie w 4 ścianach, albo gdy mają ochronę innych wokół, a gdy nadchodzą konsekwencje – uroić łezkę, przybrać pozę smutnej, pokrzywdzonej ofiary i sprawia załatwiona.

Odwróćmy sytuację, zdradza mężczyzna. Nierówność płci wychodzi tutaj bokiem

Odwróćmy retorykę zdradzających kobiet, że winnym zdrady jest ten niedobry mężczyzna z którym są, albo ten nowy co uwiódł, albo ten co ratuje. On decyduje. On namawia. Ona bezwolna owieczka.

Przełóżmy to na mężczyzn. Kto by współczuł mężczyźnie, który zdradziłby z 20 lat młodszą, dużo ładniejszą kobietą, a robiłby z siebie ofiarę, że żona to w ogóle go nie kochała, nie zauważała, a może nawet krzyczała na niego, więc jest ofiarą przemocy?

Kto, by współczuł mu, gdyby powiedział, że zmienił gałąź, bo go inna kobieta „namówiła”, czy uwiodła, a on biedny nie wiedział co się dzieje?

Kto, by współczuł mu, gdyby powiedział, że zdradził nawet z kobietą bogatszą i próbował omamić otoczenie, jak kobiety, że „oj, to dobra dla naszych przyszłych dzieci, hajs się musi zgadzać!”.

Kto by na to pozwolił? Epitetów wobec tego mężczyzny byłoby multum.

Za to kobieta, cud tego świata, lepsza płeć, która nawet jak jest zła, niemoralna i toksyczna, to zawsze ma swoje SPRAWIEDLIWE I RACJONALNE powody do tego co robi. Zawsze.

I znajdą się jej obrońcy do tego, równie toksyczni, równie nierówno traktujący płcie. Na tym wszyscy tracą. Bo kobiety się nie rozwijają, nie stają się dojrzałymi partnerkami, które sądzą , że mają na coś lub kogoś wpływ, a mężczyźni, bo są zdradzani i porzucani i jest im wmawiane, że to zawsze ich wina. Tak jakby obie strony NIC nie mogły zrobić, NIC. Tylko czekają na wyrok.

Życie jest naprawdę proste – tylko dobro rodzi dobro i od tego trzeba zacząć. Zdrada rodzi kolejną zdradę, jeśli jest na nią przyzwolenie i gdy można się z niej wybielić.

Nie twórzmy pola do tego, by zdradzający szkodnik czuł się jak w raju.

Nowy profil na Facebooku

Spodobał Ci się mój artykuł, moja praca, może cała idea i działalność? Jesteś za tym, by strona nie zniknęła z internetu? Spójrz poniżej w jaki sposób możesz pomóc i podziękować! Tylko dzięki wpłatom można ocenić, czy moja praca się przydaje i jest wartościowa. To wszystko co widzisz (ale i to co niewidoczne) jest pracą, poświęconym czasem i moimi inwestycjami. Nie zwlekaj z decyzją 🙂

Karta płatnicza - konto bankowe. Warto ustawić comiesięczne zlecenie wpłaty.

wpłata na konto bankowe

Nr konta: 20 1870 1045 2078 1033 2145 0001

Tytułem (wymagane!): Bezinteresowna darowizna

Nie są to pożyczki, nie są to usługi. Jest to bezzwrotne wsparcie bez określonego celu świadczenia, czy też podziękowanie.

Odbiorca: SW

Paypal - darowizna jednorazowa (kliknij w dany obrazek)

paypal wpłata

matrixpoland@o2.pl

Paypal - darowizna cykliczna (comiesięczna)

darowizna paypal

wpłata bitcoin

Adres portfela: 1BTR3p6kxRd7LKLMGvsT78kYk5DpmgHu9E

Czytaj więcej o podejmowanych działaniach i o samych darowiznach.