Kobieta nieudolnie opisuje maskulizm, inceli i The Red Pill

Opiniotwórcze i popularne portale kobiece jak „kobietapo30” zabrały się za temat The Red Pill, maskulizmu i inceli. Jak się do niego zabrały? Niestety niezbyt wnikliwie i mało merytorycznie, ponieważ wszelkie te definicje i środowiska zostały wrzucone do jednego worka, a nawet zrównane z mordercami. O samej filozofii The Red Pill, manosferze i ruchach maskulistycznych wiedzy w społeczeństwie jest bardzo mało, ponieważ jest to zjawisko stosunkowo nowe. Uściślając jest to reakcja na aktualnie toczące się zmiany społeczne (uwzględniając w to upolitycznioną propagandę feministyczną), które nie wydają się rozsądne, pożyteczne i skuteczne – czy to dla społeczeństwa, rodzin, wartości, czy też dla mężczyzn, którzy zgłaszają obszary w których są dyskryminowani i coraz otwarciej mówią o swoich problemach. Właśnie dlatego postanowiliśmy sprostować artykuł autorki, która, jak sama przyznała, nie rozumie ani ruchów oraz środowisk, które opisuje, ani problemów dotykających mężczyzn. Pamiętajmy, że takie artykuły są rozpowszechniane, ale już męskie spostrzeżenia są banowane i cenzurowane, o czym nasi stali czytelnicy doskonale wiedzą. Dlatego należy prostować zarówno kłamstwa, jak i wszelkie niesłusznie przyklejane łatki, aby czytelnik sam mógł wybrać, którego środowiska argumentacja jest dla niego bardziej wiarygodna i przekonująca.

Przed przeczytaniem tego tekstu warto zapoznać się z moimi innymi tekstami na temat The Red Pill:

1. Dlaczego tylu ludzi nie pozna The Red Pill?
2. Czym jest The Red Pill, oraz co oferują inne pigułki?
3. Czym The Red Pill różni się od feminizmu?
4. Obie części słownika The Red Pill, które można znaleźć w menu strony

Tytuł artykułu tej pani

Autorka tekstu zamierzała napisać o zjawisku mizoginii wśród mężczyzn. Słusznie jest pisać o zjawisku mizoginii, czy mizoandrii, czy to jeśli chodzi o jedną płeć, czy drugą. Czy to jeśli chodzi o poznanie ich przyczyn, czy też sposobów rozwiązania tych problemów. Sam zamiar pochwalam.

Tytuł brzmi tak: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Kim są redpillersi? I jak wygląda rebelia prawiczków?

Niestety zaraz po kropce zauważamy pierwsze kłamstwo, czyli autorka sugeruje z góry, że:

  • cały ruch The Red Pill nienawidzi kobiety (kłamstwo)
  • cały ruch The Red Pill jest prawiczkami (kłamstwo, ale i ciekawe porównanie w dobie „wyzwolenia” kobiet, które niegdyś jako rozwiązłe były słusznie piętnowane, a teraz piętnują nierozwiązłych mężczyzn i szczycą się swoją rozwiązłością, czy też wyrachowaniem)
  • prawiczki prowadzą rebelię (a jak się później dowiecie nawet mordują – niektórzy owszem, mogą dojść do takich postaw z powodu cierpienia i bycia odrzuconym, ale nie jest to reguła u stosujących przemoc)

Statystyki do tej pory: 2 kłamstwa, jedna półprawda i szczątkowe zrozumienie tematu. Czy dalej też będzie tak źle z obiektywizmem autorki? Sprawdźmy.

To jak to jest z tą dyskryminacją kobiet i mężczyzn w praktyce?

incele, red pill i dyskryminacja mężczyzn

Żyjemy w społeczeństwie, w którym z pozoru kobiety i mężczyźni mają zagwarantowane równe prawa i równe traktowanie. Z pozoru, ponieważ wojna o równouprawnienie cały czas trwa. Kobiety uważają, że dyskryminuje się je na wszelkie sposoby: wielokrotnie już obalany gender pay gap, pink tax (który to ponoć zmusza kobiety do płacenia więcej za ponoć te same produkty, tylko w wersji „for women”), stosowanie dress code’u w miejscach pracy, ograniczanie dostępu do aborcji czy choćby przez przyglądanie się im („lubieżne spojrzenia” jako sposób molestowania seksualnego wg standardów Międzynarodowej Organizacji Pracy, choć nie są niestety bliżej zdefiniowane). Jeśli mielibyśmy wymienić tutaj wszelkie postulaty feministek (i ich żądania, w tym parytetów) to powstałaby solidna książka. Oczywiście według nich problemem są mężczyźni, męskość i męskie twory, jak patriarchat, więc my sugerujemy, że taka forma przekazu może doprowadzić do rosnącej fali… mizoandrii, braku empatii, czy postaw roszczeniowych/egoistycznych.

Ale te problemy nie są tym, o co się martwi pani Edyta – w końcu kobieta 30+ ma inne zmartwienia niż 20-letnia trzpiotka i jest, jak charakteryzuje ją założycielka swojego bloga, zdystansowana wobec opinii innych ludzi. Dystans ten może przejawiać się w tym, że stara się ona dostrzec przejawy dyskryminacji mężczyzn, chociaż w nie nie wierzy. I co znajduje? Różnice w wieku emerytalnym (choć tu mężczyźni nawet jak dłużej pracują, to wychodzą na plus w wysokości świadczeń wg pani Edyty, więc nie jest to dyskryminacja), poszkodowanych w sprawach rozwodowych ojców (których problem lekceważy twierdząc, że wszystkich po równo mogą spotkać nieprzyjemności w sądach), czy fałszywe oskarżenia o gwałt i/lub przemoc domową, przy czym o tym ostatnim pisze już z nieskrywaną dozą sarkazmu.
Ano właśnie, dystans. Dlaczego poważna, doświadczona kobieta po 30-tce miałaby uwierzyć, że ktoś by zmyślał na temat gwałtu, skoro wie, że dla każdej kobiety to bardzo wstydliwa rzecz, do której niełatwo się przyznać? Właśnie sęk w tym, że ta „wiedza” przesłania autorce umiejętność rozpatrzenia sprawy na poważnie:

Gwałt? Ona chciała, ale na drugi dzień zmieniła zdanie, żeby chłopa wrobić, z czystej złośliwości – bo baby zawsze oskarżają fałszywie, a sędziowie, oczadziali feminazizmem, wlepiają im wyroki za wymyślone przestępstwa, taki ogólnoświatowy spisek.

Jest to typowo manipulacyjna dialektyka, czyli operowanie skrajnościami: zawsze-nigdy, każdy-nikt. W rzeczywistości nikt nie mówi, że kobiety zawsze oskarżają fałszywie, ale że to się zdarza i nie jest odpowiednio karane, a przecież cierpi na tym niewinna osoba (w tej sytuacji – ofiara). Nasz system póki co nie ma wypracowanych mechanizmów zapobiegawczych, a wręcz zachęca do kultywowania takich zachowań. Co do „wyroków”, jesteśmy coraz bardziej bezsilni wobec manipulacji materiałami dowodowymi, czy zaniepokojeni zmianą podstawowego prawa człowieka. Mianowicie kobietom miałoby się wierzyć na słowo, a mężczyźni mieliby udowadniać swoją niewinność.

W imię równości płci oczywiście.

Czy to jest spisek? Może po prostu słabość prawa, jeśli nie nieudolność rządzących…

(…) jeśli kobiety spełnią męskie oczekiwania, to nic złego się im nie stanie, a gdy spotyka je na przykład nieplanowane samotne macierzyństwo, to nic innego jak w pełni zasłużona kara za puszczanie się z niewłaściwymi facetami.

Warto umieć ponosić odpowiedzialność za to samotne macierzyństwo, które nie zawsze, jakby chciała autorka, jest spowodowane przez złego mężczyznę (tym bardziej, że samotnych matek jest coraz więcej i zbiega się to z emancypacją kobiet, czy też rewolucją seksualną). No chyba, że pani Edyta uważa, że jej problemy nie są wynikiem jej złych decyzji i winni są zawsze inni. Widzimy tu sprytne odwrócenie kota ogonem. Niby mowa o mężczyznach, którzy winią kobiety o swoje niepowodzenia (na co nie podaje dowodów – więc kłamstwo), ale to ona sama swoim wpisem pokazuje, że pragnie, by zdjąć z kobiet wszelką odpowiedzialność. Cóż, tylko autentyczne poczucie winy potrafi skłonić człowieka do poprawy i naprawienia swoich błędów.

Co więcej, autorka wykazuje się kompletnym niezrozumieniem problemu przemocy domowej, oraz coraz bardziej powszechnych fałszywych oskarżeń o nią, o gwałty, czy nawet pobicia.

Za dyskryminację mężczyzn w pewnych kręgach uchodzi nawet to, że facet nie może bezkarnie kobiety uderzyć, choć ona ewidentnie zasłużyła.

Doprawdy nie wiem, skąd taki wniosek, zwłaszcza że The Red Pill stanowczo potępia wszelkiego rodzaju przemoc, tak fizyczną, jak i psychiczną. Artykuł zabija kompletnym brakiem merytoryczności i spójności, co widać po tym, że:
1) nie ma informacji, o jakich konkretnie kręgach mowa
2) brak dowodu na to, że ktoś głosi takie poglądy

Jednak warto zwrócić uwagę na to, że dyskryminacja jest tutaj rozumiana głównie w aspekcie „kogo można, a kogo nie można gnoić”, do czego jeszcze wrócimy.

Oczywiście niesłusznie, ponieważ dla części mężczyzn zgłaszanie przemocy to zwykła podłość, która ma na celu jedynie upupienie faceta i zniszczenie mu życia, poza tym mężczyźni nigdy nie zachowują się nagannie wobec płci przeciwnej, popatrzcie na Jemen albo Pakistan, to może zrozumiecie.

Kolejne, wyolbrzymione kłamstwo autorki tekstu. Zdarzają się kobiety fałszywie oskarżające – tak? Mężczyźni z kolei raczej nie zgłaszają się jako ofiary przemocy i stąd widzimy dysproporcje w statystykach na niekorzyść mężczyzn. Mówienie, że mężczyźni nigdy nie zachowują się nagannie, także nie jest poparte dowodami. Gdzie ktoś tak napisał? Czy może jest to kolejny domysł i dopowiedzenie na bazie swojej bujnej wyobraźni? Nie ma zdziwienia, że wiele kobiet chce dziś oskarżania mężczyzn bez dowodów, jeśli potrafią tworzyć takie fantazje, bez podparcia faktami, czy nawet cytatami!

„Wiem, zanim się zapytam i dowiem”

Wiele razy próbowałem tworzyć teorie na temat tego w jaki sposób takie wnioski (chochoły) są formułowane (odsyłam do kategorii „logika kobiet”). Niestety zawsze wtedy następuje albo kolejny atak, albo usunięcie posta:

Kobieta nieudolnie opisuje maskulizm, inceli i The Red Pill 3

Za 5 minut tego posta już nie było. Przyczyna zatem leży w braku otwartości, wiedzy, chęci do rozmowy i umiejętności rozmowy.

W przypadku dyskusji należy wrzucać 10 przykazań logiki (szkoda, że jej nie uczą w szkołach – ale system edukacji to już inna para kaloszy):

Ucz się zdrowo dyskutować!

Trudno mi też zrozumieć, co Jemen i Pakistan mają wspólnego ze zgłaszaniem przemocy wobec kobiet w Polsce, tym bardziej, że u nas nie oblewa się żony lub córki żrącym kwasem z jakiegokolwiek powodu. W wyżej wymienionych krajach jest to z kolei akceptowalne. Cywilizacja zachodnia ugruntowała większy szacunek do kobiet, a co za tym idzie również naturalny sprzeciw wobec stosowania przemocy w stosunku do nich. Ale wobec mężczyzn nie istnieją takie normy społeczne, w związku z czym przemoc wobec mężczyzn jest milcząco akceptowana, lekceważona, lub wyśmiewana przez nasze społeczeństwo, a jest to narastający problem, jak wskazują nie tylko statystyki, ale również liczne eksperymenty społeczne. Pani Edycie polecam się zapoznać z naszymi tekstami na ten temat, jeżeli naprawdę zależy jej na poznaniu męskich problemów, zamiast z góry je wyśmiewać.

A jeśli facet rzeczywiście zrobił coś nagannego, to wyłącznie z powodu, że baba doprowadziła go do ostateczności. Sorry, takie są fakty, których świat nie chce dostrzec, bo uparł się, żeby męskość zniszczyć.

Kto tak twierdzi i gdzie? Oczywiście, zdarza się że przemoc rodzi przemoc, można kogoś do niej sprowokować, ale robienie wtedy z siebie ofiary jest postawą, której nie pochwalamy. Warto wiedzieć jak działają profesjonalne ofiary i jak często są sprawcami przemocy, manipulacji, czy toksycznych zachowań, ale unikają odpowiedzialności ponieważ umieją się wykreować jako niewinne osoby.

Ten sarkazm w ostatnim zdaniu już wróży, że autorka pisze to z tezą, a nie dla przedstawienia faktów – być może nie dotarła do nich, a być może nawet nie próbowała. Cóż, „c’est la vie”, jak to się mówi.

Autorka łączy losową tezę osoby X z tezą osoby Y, by wykazać sprzeczność osoby X, a potem przypisuje ją całej, wymyślonej przez nią grupie ludzi…

Autorka pisze:

Jeden ustęp o prawdziwym samcu, dla którego liczy się tylko bzykanie, akapit niżej skargi na ignorowanie męskiej wrażliwości.

O ile duża rzesza kobiet wzdycha do tzw. samca alfa, dla którego faktycznie związek emocjonalny nie gra większej roli (i chcą go zmienić pod siebie), o tyle często same kobiety twierdzą, że chcą wrażliwego mężczyzny (jego nie trzeba nawet zmieniać, bo jest już okej) – paradoksalnie, kiedy na takiego trafią, często traktują tę wrażliwość jako niemęską. Zwracamy tylko uwagę na hipokryzję i brak samoświadomości. Do poczytania:

1. Dlaczego kobiety kochają drani? – neurobiologia miłości.
2. Mężczyźni wolą miłe kobiety, ale kobiety już niekoniecznie miłych mężczyzn
3. Friendzone: czy kobiety naprawdę lubią dobrych chłopców? – Karen Straughan

Komentujący chcą bezproblemowego seksu z największą grupą kobiet i zarazem narzekają na płytkość relacji.

Wcale nie uważamy, by seks z największą grupą kobiet był tym, co daje najwięcej szczęścia, a większość naszych czytelników na pewno się zgodzi, że jeśli mężczyzna ma zapewniony dostęp do seksu z jedną kobietą na wyłączność i wie, że może liczyć na zaspokojenie swoich potrzeb, to nie będzie szukał tego zaspokojenia gdzie indziej. Płytkość relacji może być wynikiem różnych czynników, takich jak brak zaufania, różnice charakterów, egoizm jednej lub obu stron… Ale przede wszystkim trudno budować relację, kiedy jedna strona nastawiona jest na „gotowy produkt”, o czym też wcześniej pisaliśmy, lub wchodzi w relację z pozycji roszczeń, a nie dawania bezinteresownej miłości.

Krytykują kobiety za ich wybredność, ale te mniej wybredne dostają łatkę puszczalskich.

Problem w tym, że ogromna liczba wymagań wobec partnera ze strony kobiety wcale nie świadczy o tym, że nie jest rozwiązła. O doborze partnerów wg kobiet na portalach randkowych również pisaliśmy, zwracając uwagę na wybieranie mężczyzn z najwyższych miejsc w ogólnym rankingu, przez co ci z niższych miejsc nie mają szans na znalezienie sobie żadnej partnerki. Mniejsza wybredność =/= bycie puszczalską. I vice versa, ponieważ chodzi o system wybierania i to, czym się kobiety kierują przy wyborze.

Twierdzą, że są wychowani w kulcie kobiet i traktują je jak księżniczki, choć w kolejnym wątku opisują z dumą swoje liczne chamskie wobec dziewczyn zachowania.

Na pewno nie pochwalamy czerpania dumy z chamskich zachowań wobec kobiet. Wszystkich należy traktować z takim szacunkiem, na jaki swoimi działaniami sobie na to zasłużą.

Uważają, że kobiety nie są do niczego potrzebne, ale ciągle o nich mówią i robią wszystko, by zyskać ich przychylność.

To już dziwne przemieszanie dwóch tez, z których żadnej nie podzielamy. Kobieta jest mężczyźnie potrzebna dokładnie do tego samego, do czego mężczyzna jest potrzebny kobiecie – do miłości, wspierania we wspólnych celach, poczucia przynależności, ew. założenia rodziny i ogólnego szczęścia. Wcale nie zalecamy jednak zdobywania przychylności płci pięknej pustymi komplementami i zgrywaniem rycerza oddającego ślepo hołd ukochanej, ponieważ to nie tworzy więzi emocjonalnej, a jedynie jej pozory. Piszemy również wiele o błędach popełnianych przez mężczyzn w podrywie czy w komunikacji z kobietą, nie zapominając o naszych wadach, czy błędnych zachowaniach jak dawaniu wejść sobie na głowę, zatrzymaniu się w rozwoju i wiele więcej.

Tak też robią mężczyźni wychowani właśnie w kulcie kobiet – idealizują je i starają się, by zyskać ich przychylność. The Red Pill czy MGTOW tłumaczą, że nie trzeba w ten sposób zabiegać, że warto się skupić na sobie, swojej atrakcyjności, zamiast szukać potwierdzenia swojej ważności wśród płci przeciwnej. I tak, społeczeństwo wymaga od mężczyzn tego, by radzili sobie sami, bez pomocy – także kobiet. Sami mężczyźni są uczeni przez kobiety, by kobiet nie potrzebować, bo wtedy stają się w ich oczach niezaradnymi nieudacznikami. Im bardziej niezależny mężczyzna, tym atrakcyjniejszy dla kobiet. Im bardziej zależny, tym bardziej traktowany jako „słaby” i zasługujący na zdradę, rozstanie, odrzucenie i pogardę.

Tak się w dobieramy w pary, takie są fakty.

Mężczyźni są lepsi, silniejsi, to urodzeni liderzy, i jednocześnie hurtowo dają się stłamsić przez słabe kobietki.

Techniki manipulacyjne kobiet są rozbudowywanym aparatem do testowania i nierzadko wykorzystywania mężczyzn, który wypracowały przez stulecia, co jest uwarunkowane ich bierną, przyjmującą naturą (nie są dostarczycielkami zasobów dla mężczyzn – póki co w tej „równości płci”!) – aczkolwiek teraz też pomaga im w tym prawo, kultura, ale i wychowanie chłopców w sposób uległy wobec kobiet, czy też je idealizujący.

Kobieta ponosiła dotychczas większe konsekwencje złego doboru partnera (w dobie antykoncepcji nie jest to prawda), dlatego potrzebowała go wcześniej sprawdzać, a i tak zdarza się jej popełnić błędy w tym zakresie. Bardzo często mężczyźni są nieświadomi tego, jak dają się manipulować kobietom i podporządkowują cały swój żywot, rozwój, pasje, atrakcyjność dla nich, czy też porzucają znajomych z powodu rady „troskliwej” partnerki. Te kobiety często wcale nie są zadowolone, jeżeli partner im łatwo ulega, przez co żadna strona nie ma z takiego układu korzyści w sferze emocjonalnej. Dlatego staramy się uświadamiać i przestrzegać przed tym procederem.

Niby najwartościowsze to ciche, pokorne dziewice, ale od razu jest jasne, że każdy z tych facetów marzy tak naprawdę o ‘sprzedajnej zdzirze’.

To zostawię bez komentarza, gdyż żadna część tego zdania nie opiera się o racjonalnie wyciągnięte wnioski, a raczej wizję literacką autorki.

Kobiety, a władza, czyli o „zakładaniu babom chomąta”

maskulizm i red pill jako opozycja do nowych fal feminizmu

Autorka pisze:

Kobiety chcą władzy, a co gorsza, władzy bez odpowiedzialności, bo ta wciąż spoczywa na mężczyznach. To oni mają pod górkę. Niczym armia Syzyfów dźwigają na swych ramionach brzemię całego świata jedynie po to, by tuż przed szczytem dostać soczystego kopa z nóżki odzianej w eleganckie szpileczki.

Ten tytuł mówi wiele co „kobieta po 30-tce” myśli o dyskryminacji mężczyzn. Sarkazm jest jednym z mechanizmów obronnych przed rzeczywistością, której nie chcemy zaakceptować, jednak kiedy odłożymy go na bok, widać wyraźnie, czego pani Edyta nie rozumie. Każdy, kto chce większej władzy, niż miał dotychczas powinien się liczyć z większą odpowiedzialnością – nieważne, czy mówimy o politykach, czy o grupie społeczeństwa niezwiązanej bezpośrednio z rządzeniem państwem. Prezesem korporacji nie powinien zostać człowiek, który nie umie wziąć odpowiedzialności za wszystkich pracowników, podobnie będzie z prezydentem lub premierem kraju i obywatelami. Każda kwestia, o której my nie decydujemy, leży we władzy decydującego, ale my również ponosimy jej konsekwencje.

Warto też pamiętać, że ludzie są na tyle słabi, że większość z nas zbyt duża władza po prostu psuje.

W przypadku relacji damsko-męskich bardzo wiele zależy od decyzji kobiety, a feministki chcą większej kontroli kobiet nad przeróżnymi sferami życia, seksu, związków, małżeństw, posiadania dzieci, przywłaszczania cudzych pieniędzy, akceptacji niezdrowego stylu życia (konfliktowość, rozwiązłość, otyłość) – a skoro tak, to nic dziwnego, że powinna iść za tym większa odpowiedzialność i co nie znaczy, że mężczyźni nie będą się mierzyć z konsekwencjami ich wyborów. Dlatego tak ważne jest porozumienie między obiema stronami i liczenie się z potrzebami obu stron, ale również negowanie roszczeniowych, narcystycznych postaw po obu stronach.

Władza kobiet, jaką postulują feministki, jednak nie jest tym, co zapewni to porozumienie. Czy istnieje realne równouprawnienie i ile jest sfer, w których mężczyźni realnie pod górkę mają pisałem TUTAJ.

A spróbuj się na ową niegodziwość poskarżyć! Nie wolno. I jak tu żyć?

I to też prawda, co udowadnia ten sarkastyczny, lekceważący męskie problemy tekst i przeinaczający działania ruchów na rzecz praw mężczyzn, czy chcących zauważyć problemy systemowe zawczasu (!).

Męskie przywileje były w przeszłości jasno określone – tylko oni mogli głosować, studiować na uczelniach, dziedziczyć majątek i zarządzać nim bez nadzoru męskiego opiekuna.

To teraz niech sobie pani autorka przypomni ilu faktycznie mężczyzn studiowało, a ile klepało biedę i byli nikim ważnym. Ilu dziś mężczyzn, niby uprzywilejowanych – jest bezdomnymi, popełnia samobójstwa, jest uzależnionymi, czy też musi ciężko, dłużej oraz ryzykownie pracować (gdzie nawet giną), gdy w tej samej sytuacji większa ilość kobiet wybiera wygodne, bezpieczne stanowiska.

I czy czasem możliwość głosowania mężczyźni zyskali dopiero nie tak dawno temu, ale też tylko gdy ukończyli służbę wojskową-przygotowawczą? Dla kobiet nie było takich niewolniczych obozów.

Co do majątku, to normalne, że jeśli mężczyzna miał zapewniać byt rodzinie (obowiązek) to i musiał dziedziczyć (przywilej). Dziwnym byłaby sytuacja, w której kobieta dziedziczyłaby, ale nie musiała utrzymywać rodziny. To właśnie byłaby władza i zyski bez odpowiedzialności.

Co ciekawe, pani Edyta napisała o tym w artykule pt. „Feminizm XXI wieku – jeszcze walka o prawa, czy już tylko towar?”. Feminizm jest powierzchowny i swoje własne hasła ceni ponad rzeczywiste potrzeby kobiet, które traktuje jak polityczne marionetki. Niestety autorka popada w drugą skrajność, próbując wmówić każdemu wyznawcy The Red Pill nienawiść do kobiet.

Mężczyźni skarżą się na nierówności i niesprawiedliwość, ale tylko gdy uderza to w nich. Niższa pozycja kobiet jest dla nich czymś normalnym i pożądanym. Dlaczego? Bo tak, bo wolna wola kobiet jest zwyczajnie szkodliwa i burzy społeczny porządek, choć w gruncie rzeczy nie chodzi o żaden porządek, a o wygodę mężczyzn. Część zresztą otwarcie przyznaje, że idea równości płci jest im wstrętna.

Przede wszystkim pragnę wyjaśnić, że równość płci rozumiana jako całkowity brak różnic między kobietą, a mężczyzną jest utopijnym marzeniem, które nigdy się nie ziści. Zbyt wiele jest różnic nie tylko biologicznych, ale i w psychice, emocjonalności, zainteresowaniach, potrzebach i funkcjonowaniu kobiet i mężczyzn, by traktować obie płcie identycznie. Nie oznacza to wcale, że którąś z nich należy dyskryminować. Powinniśmy dążyć do szukania kompromisów, które obu stronom przyniosą korzyści i zadowolą jak największą część społeczeństwa. Dlatego uważam, że stanowczy sprzeciw przeciw przypisywaniu kobietom prawa do decydowania o wszystkim jest właśnie zdroworozsądkowym działaniem na rzecz prawdziwej równości płci i niechęci do dążenia do toksycznej władzy bez odpowiedzialności.

Tak jak kobiety powinny stawiać granice mężczyznom toksycznym (co mogło odbywać się w skrajnej formie patriarchatu), tak należy w porę zareagować i postawić granice feministkom, które po zagarnięciu palca już chcą całej ręki – ale konsekwencjami tego dysbalansu będą musieli się jak zawsze zająć – odpowiedzialni mężczyźni.

Strasznie ich wkurza to, że dziewczyna ma prawo kogoś nie chcieć, odmówić mu, nie odwzajemnić jego uczuć. Dlatego tak marzą o tym, by kobiety nie miały nic do gadania w kwestii szukania dla siebie seksualnego partnera i były surowo karane za przeróżne występki, na przykład za rozwiązłość, czytaj: sypianie z kimś innym.

Kolejne niezrozumienie tematu. Oczywiście, że kobiety mają prawo odrzucić dowolnego mężczyznę – co nie znaczy, że nie można analizować ich decyzji i wyciągać z nich wniosków. Obserwacja pewnych zachowań i schematów działania przybliża nas do zrozumienia drugiego człowieka, a jeśli obserwujemy podobne zjawiska, np. roszczeniowość czy narcystyczne postawy, to dlaczego mielibyśmy o tym nie pisać? Chodzi wszak o to, by uświadamiać ludzi, dawać im do myślenia.

Staramy się też analizować proces doboru partnera/partnerki w celu lepszego zrozumienia, czego od siebie nawzajem oczekują tak kobiety, jak i mężczyźni. Hipergamia kobiet i przyzwolenie na jej każdą formę jest jednak zjawiskiem niepokojącym nie dlatego, że kobiety nie mają prawa do współżycia z wieloma mężczyznami, tylko raczej, że taki styl życia bywa dla nich samych szkodliwy, szkodliwy dla rodzin (bo niejako motywuje do tzw. „zmian gałęzi”), nie daje im emocjonalnej bliskości, a przez to trudniej im później budować stałe związki. Nie chodzi o to, by karać kobiety za „rozwiązłość”, a raczej zastanowić się, skąd się ona bierze, jak zmotywować nas wszystkich do postaw sprzyjających budowaniu rodzin i dlaczego feministki uważają, że „wyzwolona seksualnie” kobieta ma być wzorem do naśladowania.

Strony dla „prawdziwych samców” są pełne takich uciśnionych i pokrzywdzonych, bo nie dostali seksu za darmo. To ‘za darmo’ to w ogóle jakiś fetysz w owych grupach – z wielu wypowiedzi przebija nawet nie tyle chęć uprawiania seksu, ile chęć bycia samcem, za którym kobiety szaleją i same pchają się do łóżka.

Domyślam się co autorka chce tutaj przekazać. Zwykle krytykuje się w The Red Pill to, że kobieta uprawia seks za coś – to znaczy robi z siebie prostytutkę. Zapłać, a będziesz miał seks. Przeciwwagą miałby być seks za darmo, a raczej po prostu bez wyrachowanej kalkulacji, a traktowania siebie jako równych ludzi, czy uprawiania tego seksu z powodu uczuć, chęci sprawienia drugiej stronie przyjemności i radości. To jest dojrzała postawa.

Aktualnie jest tak, że kobiety „cenią siebie” i stawiają wymagania, ponieważ mają coś czego nie mają mężczyźni. Niegdyś wartościowe męskie zadania (np. zarabianie pieniędzy) nie są już tak ważne dla kobiet, trudno kobietom zaimponować, gdy jesteśmy „równi” i „równo” zarabiamy, dlatego mężczyzna nie ma takiej karty wartości w ręku (chyba, że wybije się zdecydowanie ponad innych, przeciętnych mężczyzn). Prawdziwej równości na tym polu zatem nie ma.

Mężczyźni są lepsi, silniejsi, to urodzeni liderzy, i jednocześnie hurtowo dają się stłamsić przez słabe kobietki.

Mężczyźni są różni. Co do tłamszenia, to zależy. Prawnie, systemowo niestety jesteśmy na gorszej pozycji, między innymi dlatego, że każdy przejaw mówienia o męskim problemie jest lekceważony, a kobiece sprawy są poruszane dosłownie wszędzie. Kobiety stały się silne dzięki pomocy państwa, wzorców kulturowych, chronienia ich prawem, czy licznym formom uprzywilejowania. Poza tym nawet jeśli kobieta stosuje przemoc, to mężczyzna niewiele może zrobić i raczej on na tym ucierpi, jeśli spróbuje z nią walczyć. Kobiety nie są wcale słabe i mogą liczyć na znacznie większą empatię ze strony społeczeństwa.

Wizja przedstawiona przez panią Edytę jest niestety bardzo ograniczona i czarno-biała: jeżeli piszesz o roszczeniowości kobiet, to znaczy, że nie widzisz własnych wad i pewnie skrycie ich nienawidzisz. A nienawidzisz ich, ponieważ jesteś incelem, czyli zbuntowanym prawiczkiem. I tu przechodzimy do głównego zarzutu wobec redpillersów z jej strony.

Łatka mordercy i incela, zamiast empatii i zrozumienia. Jak chcecie pomóc dyskryminowanej mniejszości mężczyzn?

maskulizm, incele, red pill

Najpierw definicja z naszego słownika:

Incel – po polsku „prawiczek mimo woli”. Mężczyzna nie mający absolutnie żadnego dostępu do seksu (np. jest nieatrakcyjny) i ewentualnie upatrujący własnych problemów właśnie w tym aspekcie życia (pamiętając, że potrzeba bycia kochanym, szanowanym i pożądanym jest oczywiście składową potrzeb w Piramidzie Maslova). Czasami incel postuluje krzywdy wobec kobiet, ale nie dlatego, że jest incelem, a dlatego, że jest realnym mizoginem (i na to dostarczył dowodu, ta łatka nie jest więc tylko interpretacją). Nie można łączyć mizoginii z incelstwem, ponieważ nie jest to równoznaczne. Faktyczny mizogin zazwyczaj posiada zaburzenia osobowości takie jak narcystyczne i ewentualnie psychopatyczne (tym bardziej, gdy ma zamiar popełniać przestępstwa). Takich ludzi tutaj nie tolerujemy. Incel jest błędnie łączony (szczególnie w Polsce) ze środowiskiem Red Pill, co w samym założeniu (rozwój, świadomość, wiedza, prawa mężczyzn, poznanie odpowiednich strategii seksualnych dla obu płci) jest absolutnie przeciwstawne. Także nie każdy incel to morderca – to są wyjątki. Można być też mordercą kobiet, mając wysokie powodzenie, jak robił choćby Ted Bundy. Dlatego apel do dziennikarzy, by nie byli pseudodziennikarzami i zgłębili temat, a nie wrzucali wszystkich ludzi ze środowiska MRA, czy manosfery do jednego, negatywnego worka. Obnażacie tym swój brak wiedzy, brak researchu, czy lenistwo. Tak mogę długo wymieniać… wstyd!

Niestety dziś nazywanie kogoś incelem, czy mizoginem stało się wyrazem pogardy i próbą poniżenia męskiego dyskutanta, gdy brakuje oponentowi argumentów w rozmowie.

Autorka pisze:

Jak Elliot Rodger, który zanim strzelił sobie w głowę, zabił 6 i ranił 14 osób, właśnie w ramach zemsty na kobietach i „normalsach” mających dziewczyny. Dla społeczności inceli stał się niemalże bogiem. Wśród wyznawców był też Chris Harper-Mercer – 9 ofiar śmiertelnych, oraz William Atchison – 2 ofiary. Niklas Cruz, sprawca kolejnej masakry – w Walentynki 2018 roku zabił 17 osób. Dwa miesiące później do podobnej zbrodni doszło w Kanadzie – Alek Minassian doprowadził do śmierci 10 osób, zranił 15. W maju Dimitrios Pagourtzis zabił 10 osób, w tym Shany Fisher, która nie chciała się z nim umówić.

Cały ustęp o psychopatycznych, narcystycznych i zaburzonych psychicznie mężczyznach cytuję tutaj, by pokazać absurd, do jakiego ucieka się autorka tekstu, celem wrzucenia przez nią do jednego worka wszelakich środowisk na rzecz praw mężczyzn, którzy wszyscy mieliby nienawidzić kobiet, czy też przyklaskiwać choćby Elliotowi. Nie chcę się bawić w kryminologa, aczkolwiek trudno mówić o szczerej nienawiści do kobiet jako takich u ludzi, ponieważ oni odczuwają żal do całego społeczeństwa, mieli zaburzone relacje rodzinne i którzy wyłącznie innych obwiniają o własne niepowodzenia.

Tym większym kłamstwem i podłością jest wrzucanie ekstremistycznych mizoginów, lub po prostu zaburzonych ludzi do jednego worka z incelami. Szkodzą oni wizerunkowi męskości, czy ruchów na rzecz praw mężczyzn w równym stopniu, co feministyczne doszukiwanie się „toksycznej męskości” na każdym kroku. Łatkę niestety jest łatwo przykleić, a i tu sądzę, że ta „wiedza” wzięła się z innych źródeł, gdzie wszystkich stroniących od białorycerstwa mężczyzn łatwiej było określić jako nienawidzących kobiet frustratów seksualnych. Czyli albo uwielbiasz, albo nienawidzisz – nie ma nic po środku, jak to u narcyzów…

Ale załóżmy nawet w czystej teorii, że KAŻDY incel będzie mizoginem, choć to nieprawda. Jakie lekarstwo jest im proponowane, oprócz szyderstwa, eliminacji, pogardy, czy może prewencyjnego zamykania w więzieniach? Niech każda z tych osób, która tych ludzi wyszydza przemyśli skąd dokładnie się ich problem wziął. Wnioski mogą być bardzo niemiłe, bo jednym z powodów mizoginizmu przecież jest krzywda ze strony matki (w tym jej chęć kontroli syna), czy innych kobiet, ale też mizoginizm matki przyszłego mizogina, która traktuje inne kobiety jako rywalki, dlatego ich nienawidzi.

Więc może warto poświęcić chwilę, by stworzyć kampanię na rzecz tego, by te kobiety nie były tak toksyczne dla mężczyzn, a matki nie wyładowywały się na synach za swoje niepowodzenia, czy też nie uczyły, że jedynie matka to świętość, a reszta kobiet ma same wady? Będą mieli rozwiązanie na ten problem. Dlaczego środowiska feministyczne skupiają się tylko na toksycznej męskości, jak w ostatniej reklamie Gillette? Czyżby chciały zamieść pod dywan, problem który może tworzyć ich własna, wcale nie taka święta jak przekazują, płeć? Czy chcą zrzucić z siebie odpowiedzialność i uznać, że wina leży tylko i zawsze po stronie mężczyzn?

Podsumowanie

Krótko na koniec. Żeby napisać merytoryczny i rzetelny artykuł trzeba zacząć od polemiki, ale nie wcześniej, niż po zapoznaniu się z tekstami i źródłami na tematy, które mają zostać poruszone. Uczucia i własne przekonania proszę odstawić na bok, zanim wygłosi się krzywdzącą, niezgodną z prawdą opinię. Żeby cokolwiek zrozumieć w pełni, trzeba się wyzbyć własnego egocentryzmu, stanąć obok tez, które pozwolą nam być bezstronnymi. Niestety w artykule pani Edyty kłamstw i przeinaczeń jest bardzo dużo – mimo tego, że nasz tekst ma ponad 4 tysiące słów i tak nie zdołaliśmy zmieścić ich wszystkich! Pamiętajmy, że portal na którym pisze ma ponad 200 tysięcy polubień… zasięg jest ogromny!

I na sam koniec. Życzę wszystkim dużo optymizmu, miłości, świadomości, pogody ducha i dużo zdrowia wszystkim! Niech rześki wiatr otworzy umysły nieprzekonanych, a budząca się do życia natura sprzyja rozkwitowi nowych, rozwijających nas idei, podczas gdy stare i gnijące powinny ulec rozkładowi 🙂

Bo jak się nie rozwijasz to się cofasz…

Do następnego!

Spodobał Ci się mój artykuł, moja praca, może cała idea i działalność? Jesteś za tym, by strona nie zniknęła z internetu przez brak wsparcia czytelników? Spójrz poniżej w jaki sposób możesz to zrobić! Tylko dzięki wpłatom można ocenić, czy moja praca się przydaje i jest wartościowa. To wszystko co widzisz (ale i to co niewidoczne) jest pracą, poświęconym czasem i moimi inwestycjami. Nie zwlekaj z decyzją 🙂

Karta płatnicza - konto bankowe. Warto ustawić comiesięczne zlecenie wpłaty.

wpłata na konto bankowe

Nr konta: 20 1870 1045 2078 1033 2145 0001

Tytułem (wymagane!): Bezinteresowna darowizna

Nie są to pożyczki, nie są to usługi. Jest to bezzwrotne wsparcie ogólne, czy też podziękowanie.

Odbiorca: SW

Paypal - darowizna jednorazowa (kliknij w dany obrazek)

paypal wpłata

matrixpoland@o2.pl

Paypal - darowizna cykliczna (comiesięczna)

darowizna paypal

wpłata bitcoin

Adres portfela: 1BTR3p6kxRd7LKLMGvsT78kYk5DpmgHu9E

Czytaj więcej o podejmowanych działaniach i o samych darowiznach.