Kobiety muszą wymagać. Mężczyźni się zamknąć
Kobiety muszą wymagać – tak słyszą. Spotkałem się z masakrycznie dużą ilością wpisów na ten temat i kobiety, które wrzucają takie posty uzyskują bardzo dużo polubień. Nawet miliony, czy setki tysięcy. Więc to nie jest niszowy problem. I co ciekawe obie płcie lubią takie posty, a nie tylko same kobiety. Temat świetnie pasuje do działu toksycznej kobiecości.
A mężczyźni? Czy mogą wymagać? Niezależnie jacy będą, to znacznie częściej będą tylko krytykowani, więc według wielu ludzi najlepiej jakby się zamknęli. Każde słowo będzie obrócone przeciwko nim. Trochę jakby byli przyłapywani na złym uczynku przez policję/sąd (i to ten ostateczny). Co złego to zawsze mężczyzna.
Która płeć ma prawo wymagać, i której wmawia się, że powinna wyłącznie wymagać?
Mężczyźni, którzy mają małe wymagania do kobiet – nazywani są desperatami. Niby wezmą każdą, byle tylko na nich spojrzała. Tyle, że jeśli mężczyźni mają niskie wymagania wobec kobiet, to jest to duże ułatwienie dla nich, by były w związkach (to żadna sztuka w porównaniu do mężczyzn), miały uwagę, miłość, seks, wzmocnienie statusu, samooceny, wsparcie, prezenty, adorację, decyzyjność, często nawet finanse od mężczyzny, jego zasoby i mieszkanie – sporo kwestii które wzmacniają człowieka. Kobietom częściej wydaje się, że są chciane, ponieważ są niesamowite. Nie, to właśnie dlatego, że wielu mężczyzn ma bardzo niskie wymagania. Gdyby mieli większe to prawie wszyscy by byli samotni i pary, by się nie tworzyły.
A mimo to, to mężczyźni są wyzywani. I muszą często sobie samotnie radzić z wspomnianymi kwestiami, ale również z atakami typu „gdzie się nie obrócisz, to dupa z tyłu”. Czyli co nie zrobisz, to i tak źle i za mało. A skąd mężczyźni mają brać samoocenę, jak głównie dostają negatywne lub obojętne komunikaty, lub są niewidzialni dla społeczeństwa? Jak mają być silni, pewni siebie, jeśli słyszą coś innego?
Dlaczego tak mało osób się nad tym zastanawia i tylko obwinia/atakuje mężczyzn, zamiast zrozumieć jak naprawdę buduje się silnego, sprawczego człowieka? To pewnie spadek po starych czasach, gdzie wmawiało się ludziom, że to trudy budują, bieda, brak wsparcia, „wychowanie stresowe” (z przemocą), albo i ogólna, społeczna przestępczość. Często takie bzdury słyszę od sadystów bez empatii, albo wiedzy, choćby tej psychologicznej.
Mężczyźni, którzy mają duże wymagania do kobiet – nazywani są księżniczkami i narcyzami. Albo babami. Co ja mówię, wystarczy wymagać 50/50 i już się jest tak nazywanym. Gdzie się podziali tradycyjnie męscy mężczyźni? – pytają wręcz obie płcie w tej kwestii. Tutaj mój wpis o tym właśnie wyzywaniu mężczyzn od księżniczek i robienie z nich kobiet, tylko jeśli chcą 50/50. Niby postępowe społeczeństwo, niby feminizm, niby naukowość, a dalej najlepiej jakby mężczyzna tylko zasuwał, nie grymasił, wojował, a kobietę traktował jak trochę większe dziecko do zaopiekowania.
Jeśli kobieta mało wymaga – od razu ostrzega się ją, że będzie na pewno z przemocowcem, który zrobi z jej życia piekło. Że będzie musiała go ciągnąć za uszy, pomagać mu, wspierać. Że nie poczuje się przy nim kobietą/kobieca. Że to maminsynek. Ona nie jest od tego przecież. On ma taki być. On ma być ojcem-partnerem, który nosi ją na rękach i zapewnia jej wszystko. A czy kogoś obchodzi, czy on będzie czuł się w ogóle człowiekiem, albo męski? Wcale. Bo samoocena mężczyzn wg wielu ma zależeć od samego mężczyzny, a samoocena kobiet… też od mężczyzn. Odpowiedzialność mężczyzn za wszystko i wina mężczyzn za wszystko. Jak w tym memie: jak mężczyzna zdradzi, to wina mężczyzny, a jak kobieta zdradzi, to wina mężczyzny.
Jeśli kobieta dużo wymaga (znacznie więcej niż równości) – przynajmniej od innych kobiet słyszy, że jej się należy, jej wymagania to jej wartość, że brawo, że one nie chcą żyć tragicznie jak ich matki. Takie bzdury słyszą dzięki przekazowi feministycznemu, że dosłownie każda kobieta kiedyś tylko cierpiała i wnosiła dużo, a każdy mężczyzna leżał, pachniał, czy bił kobietę. Przekaz zupełnie nieprawdziwy. Ale dla prostych umysłów generalizacje i skrajności zawsze są najłatwiejsze do przyswojenia.
Często mężczyźni wychowują córki tak samo (by dużo wymagały). Uważają, że ich zdaniem jest, by je chronić przed tym, by nie znalazły sobie np. nieudacznika. Aby tylko znalazły samca alfa, takiego samego jak ojciec (bo on się za takiego uważa). On chce być takim wzorem i córka jest „zmuszona” naśladować jego wychowanie.
A taki ojciec doprawdy jest pantoflem dla własnej córki. Jest rozpieszczający, uległy, bez granic, traci własne zdanie gdy córka zapłacze/zrobi dramę/pomanipuluje, co pokazuje, że to córka nim włada. Ona jest sterem. Choć jemu wydaje się, że robi wszystko dla jej dobra.
„Patrz, ojciec daje ci pieniądze, kwiatki co tydzień, kupuje co chcesz i kiedy chcesz, pomaga gdy płaczesz, jest siłaczem i sam nigdy nie okazuje emocji, a te miernoty nie zasługują na ciebie królewno.”
I ona jest długo samotna słysząc, że to wina mężczyzn. Ona nie musi niczego wnosić poza „sobą”, a mężczyzna ma być na poziomie ideału. Albo raczej kłamcy jak jej ojciec, który żadnym samcem alfa nie jest, tylko taki kreuje swój wizerunek. Jak to narcyzi mają w zwyczaju, którzy potem również wychowują córki na narcyzki. Wielkie ego, wartość niewielka lub powierzchowna (kasa i wygląd), wad ogrom.
Kobieta musi wymagać dużo i to jest zasada dla wielu ludzi święta
Przekaz społeczny jest jeden = kobiety muszą dużo wymagać, a mężczyźni czy mało, czy dużo wymagają, to i tak są do kitu.
Jak ma nie rosnąć nienawiść do mężczyzn, jak tylko tyle się o nas słyszy? To jest realny skutek. Jak ma nie rosnąć poziom samotności płci, jeśli taki jest przekaz? Jak ma nie rosnąć niezadowolenie, zdrady, egocentryzm, skupienie tylko na sobie?
Jak ma nie rosnąć wzajemna niechęć płci do siebie i brak zaufania? I jak ma nie rosnąć narcyzm, gdzie choćby kobiety z powodu takiego wychowania często mają się za jakieś niesamowite osoby bez powodu, bez wnoszenia wartości dla mężczyzn? Albo jak ma nie rosnąć zakompleksienie mężczyzn, depresyjność, brak wiary w siebie, jeśli dostają tylko batem po głowie? I jeszcze słyszą, że to ich wina, że mają takie problemy. Rozwiązań zero, wsparcia zero, zrozumienia zero, tylko bat.
Takie są skutki jak kogoś niesłusznie się rozpieści i daje tej osobie/grupie przywileje, a kogoś traktuje mało po ludzku. I nawet nie możesz o tym mówić, ale tylko jako mężczyzna, bo wtedy tracisz status bycia mężczyzną. Przyznałeś się do problemu, zamiast stwarzać pozory.
Ot, standardy płciowe. Ale wiele osób je popiera, więc uświadamianie nie jest proste.



