Partnerstwo to zdegradowanie kobiecości kobiet i właściwej męskości mężczyzn

Ludzie lubią słuchać o takich frazesach jak wsparcie, miłość, równość, partnerstwo… Ludzie słysząc takie słowa sądzą aktualnie, że przynosi to dobre skutki dla obu płci, że jest to cel idealny do tworzenia relacji, czy nawet o zgrozo szacunku obu płci do siebie. Ale co się naprawdę kryje za partnerstwem i dlaczego jest jednym z wielu wynalazków, który przyczynił się do kryzysu zarówno kobiecości, jak i męskości? Dlaczego wszelkie media trąbią jedynie o jednostronnym przekazie: wszystko dla kobiet i matek, matka to świętość, mężczyzna to przemoc i zło? Dlaczego ucisza się, lub wyrywa z kontekstu wypowiedzi mężczyzn, którzy przecież nie chcą źle dla nikogo, a jednak ostatnio każde męskie zdanie przeciwne do obecnej propagandy feminizmu uważa się już za zbrodnię? Jak się odnaleźć w mainstreamowym sfałszowanym bełkocie krytykującym tylko mężczyzn i nie zauważającym potrzeb mężczyzn, czy realnych przyczyn dlaczego świat się zmienia w ten, a nie inny sposób? Dlaczego tak mało ludzi wykazuje zmiany kobiet – niekoniecznie korzystnych ani dla rodzin, ani związków miłosnych, ani prawa, ani społeczeństwa jako odzwierciedlenia pogarszających się stosunków damsko-męskich w skali makro?

My kochamy kobiety, które nas rozumieją, a przynajmniej STARAJĄ SIĘ. Także je właśnie zapraszam do czytania.

UWAGA: Jeśli nie chcesz, by strona zniknęła z internetu, a twórcy mieli motywację do jej comiesięcznego prowadzenia, czy może chcesz podziękować za włożoną pracę, zapoznaj się z tematem:

Wsparcie strony i autoraMożesz zostać dobrowolnym darczyńcą - kliknij, by dowiedzieć się więcej

 

Dlaczego partnerstwo nie jest tak dobre, jak się powszechnie sądzi?

Partnerstwo to zdegradowanie kobiecości kobiet i właściwej męskości mężczyzn

Partnerstwo to wynalazek kobiet. Jest to wynalazek przeciwny patriarchalnej, męskiej, pożytecznej dla społeczeństwa dominacji. Partnerstwo to wynalazek kobiet, których celem jest nie szczęście społeczeństwa (bo nie są do tego stworzone co wynika ze strategii seksualnych i budowy mózgu), a szczęście ich jako jednostki, ewentualnie “własnej jaskini” (aktualnie domu i rodziny, choć coraz bardziej pomijając rolę mężczyzn). To kobieta w partnerstwie mówi co jest ważne, a mężczyzna się dostosowuje i wykonuje prace, a także nierzadko pozwala na kontrolę wydatków przez kobiety. Partnerstwo oznacza dominację kobiety, która wyznacza tory działania, czyli jest odwróceniem patriarchalnych ról nazywając to inaczej. Zamiast nazywania tego dominacją kobiet, to nazywa się partnerstwem, aby stworzyć obraz równości, który jest fałszywy. To jest nazywanie błota owiniętego w papierek po cukierku nadal cukierkiem. Partnerstwo to wyzwolenie kobiet z dominującej roli mężczyzn i ojców. Partnerstwo to odebranie praw mężczyznom i nadanie im kobietom, a więc odebraniem męskości mężczyznom, ważnej roli ojcostwa i motywacji mężczyzn do zachowań, które zapewniały im szacunek w związku i rodzinie (i dziwnym trafem dziś widzi się jedynie skutki jak unikanie małżeństw, czy chęci na zakładanie rodziny – a nie przyczynę).

Mamy też zaimplementowaną romantyczność i rycerskość mężczyzn, którzy od początku związku się starają, inicjują, zdobywają kobiety, mają być wytrwali, ponieważ one tego oczekują (a czego oczekują mężczyźni? jest to już mniej ważne). Co najgorsze dziś rycerskie, miłe postawy potrafią być przez kobiety uznawane jako słabość i uległość wobec nich. Czyli myślą tak: stara się o mnie, czyli jest kimś gorszym. Starać się może niewolnik dla pana, a nie na odwrót, pan dla niewolnika. Mężczyźni są coraz mniej szanowani w społeczeństwie, więc zachowują się coraz mniej męsko i produktywnie, a to z kolei powoduje frustrację u kobiet chcących “prawdziwych” mężczyzn. Tyle, że te same kobiety nie chcą oddać swojej męskiej (właśnie) dominacji. Reasumując: kobiety zmieniły się drastycznie. Mężczyźni też, ale nie aż tak, a w mediach mówi się tylko o jednej stronie medalu.

Partnerstwo to rosnące wymagania kobiety w czasie trwania związku i lekceważenie potrzeb mężczyzny

Partnerstwo i równość płci w związkach

Po czasie zdobywający mężczyzna się zmienia i idzie w kanapę, ale kobiety przyzwyczajone do dobrobytu zgłaszają sprzeciw, odchodzą, lub próbują wymuszać przemocą psychiczną starania nawet większe, niż były na początku związku (Prawo Briffaulta). Bo Ty już mnie nie kochasz! Zmieniłeś się! To już nie to! Nie myśl o seksie, tylko o dziecku, pracy i bądź dojrzały, inwestuj we mnie! – wspaniałe niegdyś kobiece umiejętności wychowywania dzieci przełożyły na mężczyzn i zachowują się dla nich jak pół-matki. Dlaczego mówię, że pół? Aby można było wychować dorosłego mężczyznę nie zachowując się wcale jak matka (matczyna dobroć, bezinteresowna miłość) należy używać manipulacji, lub swojej uprzywilejowanej roli wmawiając, że uprzywilejowanym jest mężczyzna i jest to złe. W taki sposób mężczyzna odczuwa poczucie winy, że jednak to on jest tym jedynym złym i jeśli jest nieświadomy czym są manipulacje to rzeczywiście uwierzy w ten fałsz, przyjmując uległą rolę. W okręcaniu kota ogonem kobiety mają mistrzowski pas, ale to jedynie zrzucanie z siebie odpowiedzialności i niechęć do prawdy, co rozwinę później.

Dlatego widzimy matriarchat w wielu domach, a mężczyzna jest tylko przystawką, przedmiotem do spełniania zachcianek, fantazji, dawcą spermy, betabankomatem, ma funkcję użytkową, przedmiotową, jest środkiem do celu – niżeli człowiekiem z krwi i kości, który ma swoje emocje, słabości, czy potrzeby i są one realizowane dzięki kobiecie. I nie należy mu się nic, bo w każdej chwili może wszystko stracić, a miłość zaczęliśmy uznawać za zmienny kaprys, a nie zasadę, przyrzeczenie, odpowiedzialność. Dziś mężczyzna najlepiej jakby realizował wszystko sam, nikogo nie potrzebował, pokonywał ciężkie przeszkody “bo ma penisa, to musi”, a kobiety pomimo rosnących potrzeb, czy żądania wsparcia, adoracji, przywilejów, czy uwagi nazywały się silnymi i niezależnymi. Na dodatek kobiety bardzo często uwielbiają zmieniać mężczyzn pod swoją modłę (Lew Starowicz) – cały czas będąc tymi w kontroli, tymi które sterują zza tylnego fotela. Niby nie są bezpośrednio dominujące, ale psychologicznie tak to wygląda. Są tymi strofującymi pół-matkami, które nienawidzą tego, by od nich ktokolwiek mógł chcieć zmian, one mają być traktowane jako ktoś już idealny, ktoś kto nie musi pracować nad sobą, pomimo tego, że bardzo często kobiety mają zdecydowanie więcej wad i dający się mniej lubić charakter, niż mężczyźni. Ale przecież kobieta przyciąga wyglądem, a zatrzymuje charakterem… lub manipulacjami, jeśli charakteru brakuje.

Dyskusja logiczna? Zapomnij, bo w dyskusji logicznej wypunktujesz zły sposób myślenia, a to uruchomi negatywne emocje, co kobieta uzna za “brak miłości”, “zniechęci na seks” (wina mężczyzny) – a przecież jako dojrzalsza płeć, jak się mówi, kobiety mimo wszystko wolą emocje, tak jak dzieci. To wszystko jest pomieszane z poplątaniem i nie dziwi, że ludzie wykształcają zaburzenia psychiczne, a nadopiekuńczość kobiet, czy to związkowa (wobec mężczyzn), czy rodzinna (do dzieci) jest powolnym zabójstwem ich integralności. Od egoistycznej kobiety można uciec (póki się nie ma ślubu i dzieci), ale od nadopiekuńczej już nie, ponieważ kreuje swój fałszywy obraz boskości na który naiwny mężczyzna się nabiera.

I po części sami się na to zgodziliśmy ulegając kobiecym nierealnym, nierzadko sprzecznym pragnieniom, ich dualnej osobowości, a także atrybutom fizycznym przez które mężczyzna zakochany zachowuje się jak pacan, ale nie z Pacanowa. Gdyby kobiet nie stawiać na piedestał, to nigdy by nie rościły sobie takiego traktowania, tak jak nie roszczą mężczyźni i wiedzą, że pracować zawsze muszą, bo od kobiet niczego nie dostaną. Aktywność to mężczyźni, kobiecość to przyjmowanie. Ale żeby mężczyzna chciał być aktywny kobieta musi okazywać mu należny szacunek, miłość, wsparcie, czy pożądanie. A to coraz więcej kobiet po prostu boli, kobiety tego nie robią, więc i mężczyźni przestają być aktywni. Jest przyczyna, jest skutek. Kto zrozumie ten wygra.

Partnerstwo kastruje zachowania alfa, które rozkochują kobietę, w zachowania beta, którymi kobiety gardzą

Tak więc jakie są konsekwencje przyzwalania na “partnerstwo”, czyli obniżenia roli mężczyzny, a wywyższenia kobiety? Jedyny wybór statystycznego mężczyzny dzisiaj, to albo spełniać wymagania kobiet, albo być samemu, albo czekać aż kobieta zauważy, że straciła urodę, która dawała jej blask i ewentualnie zacznie być mniej egocentryczną, kapryśną osobą. Wcześniej mężczyźni mierzą się z “logiką kobiet” w związkach, która nierzadko uprawia dramaty emocjonalne, ponieważ jest spragniona sadyzmu, lub masochizmu (zależy od wychowania) i prowokuje takie sytuacje. Jeśli jest sadystką psychiczną (odsyłam do kategorii narcyzm na mojej stronie), to na pewno zdominuje mężczyznę, który sobie na to pozwoli i będzie płakać nie wiedząc czemu jest nieszczęśliwa. Oczywiście będzie żądała jednocześnie partnerstwa. Mężczyzna w takim związku utraci całą logikę, zgłupieje, a każdy jego bunt będzie kastrowany, uznawany za jednostronną winę, nawet gdy to kobieta będzie sprawcą, prowokacją i ogniskiem zapalnym danej tragedii.

Ale jeśli kobieta toruje drogę związku, to kobieta ma kontrolę. Jeśli kobieta ma kontrolę, to mężczyzna jej nie ma. To jest niemęskie, a dziwimy się, czemu tak bardzo kroczymy w stronę zniewieścienia i na dodatek pogardy kobiet do tego (bo co innego gdyby kochały, to jeszcze myślę niewielu miałoby z tym problem). Dzisiaj chęć kontroli u mężczyzn i szanowania potrzeb oznacza “nienawiść do kobiet”, “szowinizm”, “seksizm” – sprawa zamknięta, nie musimy już drążyć tematu, prawda? To całkiem wygodne, by nie spoglądać na fakty, tylko przypinać łatki.

Ale tak często wychodzi i to pomimo słabej woli u kobiet, czegoś potrzebnego do wychodzenia poza swoją strefę komfortu, zmiany siebie, aktywności, czy poświęcenia.

Synowie podporządkowani matkom, a mężczyźni kobietom w związkach

Widzimy też mężczyzn “urobionych” (zmanipulowanych) przez kobiety, którzy z pozycji dominujących wpadli w pozycję uległych, do czego same kobiety się przyznają (to samo co ciekawe robią z synami, którzy mają wpojone kobiece cechy przez matki, które podobają się samym matkom, ale już nie podobają wolnym, młodym kobietom – i kto za to bierze odpowiedzialność?). Kobiety przyznają, że mają zmysł do zdominowania mężczyzny, do sprawdzania czy będzie uległy wszelkimi niehonorowymi sposobami. I rzeczywiście kobiety mówią, że “on na początku był inny” – potem wszystko rozeszło się po kościach, kiedy samiec alfa został wykastrowany z władzy, z tajemniczości, z niezależności, z przygody, z uwodzicielskości. I został zastąpiony samcem beta: zaangażowanym w związek, zależnym uczuciowo, często i seksualnie, oddanym, wiernym i bezpiecznym. To kobietę już nie kręci emocjonalnie, mimo, że logicznie wpoiło się, że kobieta ma takich mężczyzn szukać. Dysonans gotowy. Kobieta widzi, że mężczyzna jest udomowiony, że nie jest już zwierzęciem, jakim go poznała. Staje się dla niego zimna, nie umie go tolerować gdy jest otwarty emocjonalnie, potrzebujący, uczuciowy. Ona przecież chce jedynie kontroli, połączonej z brakiem kontroli, ona jedynie chce, by mężczyzna spełniał jej potrzeby i niczego nie wymagał. Ona chce być męska, ale i on ma być męski, co przysparza walki, kłótni, darcia szat i jeśli mężczyzna jest zakochany to oddaje jej pole. Ona przecież chce go krytykować, ale nie chce być krytykowana. Bo od razu jest krzyk, że jak mężczyzna krytykuje to nienawidzi, albo jakiś ma problem ze sobą, ale jak kobieta krytykuje, to jest okej, bo ona ma zawsze rację, ona wie co zrobić, by było dobrze. Ale dziwnym trafem ci wszyscy podporządkowani pod kobiecy system myślenia, ci wszyscy ślubujący jakoś rozwodzą się (i to kobiety uciekają od nich), jakoś rośnie procent zdrad kobiet, jakoś seksu coraz mniej. I jakoś nadal twierdzi się, że kobiety wiedzą jak powinny wyglądać związki, a jak widać mają problem z odpowiednim doborem partnera i następnie utrzymaniem dobrej, zdrowej miłości.

Błędem jest gdy samiec alfa spoczął na laurach, dał sobą sterować, uległ przemocy psychicznej i uznał potrzeby kobiety za ważniejsze. Sam o sobie zapomniał. Stał się samcem beta, który przestał podniecać kobietę i nie można z niego już żadnej kropli wycisnąć. Nie jest wyzwaniem. Ale kobiety cały czas są w trybie szukania dominującego mężczyzny, jednocześnie twierdząc, że pragną miłych mężczyzn i że chcą być równe mężczyznom. Nie da się być zdrowym psychicznie, gdy mężczyzna będzie słuchał tak sprzecznej kobiety. Nie może być ani inteligentnym, ani mądrym, ani męskim (głównie psychicznie, bo fizycznie to jeden z drugim może na siłce zrobić ciało, zapuścić brodę, ale w środku nadal być uległym niewolnikiem). Słuchający kobiety mężczyzna zrówna się poziomem z kobietą. Wszystkie kobiety z kompleksem niższości wobec mężczyzn będą w tej chwili reagować agresją, ale tak właśnie jest – kobieta nie ma żadnego prawa dominować, ani nad mężczyznami, ani w rodzinie. Kobieta jest stworzona do pomocy, do współpracy, do dawania ciepła, uczenia empatii. Wszelkie dominujące kobiety utraciły te cechy i nie są już przydatne, nie są nikim kogo warto słuchać. Mężczyzna ma być strażnikiem zasad i zaangażowania, a więc opanowywać kobiecy chaos. Tyle, że właśnie – ile dzisiejszych kobiet chce uznać męski autorytet, by go słuchać? Niewiele, bo mężczyźni są kreowani na tą gorszą płeć, a kobiety motywowane do bycia “silnymi”, co tak naprawdę jest jedynie arogancją, egoizmem i przedłużonym w dorosłość buntem nastolatki.

Tor myślenia kobiet i mężczyzn
Tor myślenia kobiet i mężczyzn

Oczywiście to też jest po części wina rodziców, którzy wpoili córkom zachowania mężczyzn, które były kompletnie nieprzyjacielskie, niemiłosne, niewspierające i tak dalej, aczkolwiek dorosłe kobiety powinny chcieć uczyć się obcować z mężczyzną tak naprawdę już prawdziwie kochającym, z prawdziwie dobrymi cechami, a nie niszczyć go, aby tylko obronić wzorzec mężczyzny-ojca patologicznego, sadysty, drania, imitacji męskości. One to robią, ale nie widzą tego, a jedynie reagują emocjonalnie negatywnym stosunkiem do tego dobrego mężczyzny. Odgrywają schemat z dzieciństwa. One muszą uderzyć się w pierś i powiedzieć STOP, by wyjść z tego błędnego koła i zacząć czynić na przekór sobie. Fake it till make it.

Mężczyźni są gorszą płcią, musisz w to uwierzyć, nie patrz na fakty

Bo tak mówią w mediach, bo kobiety cały czas narzekają (niekoniecznie obiektywnie pokazując konflikty damsko-męskie, a siebie w roli zawsze dobrych i ofiar), a mężczyźni nic z tym nie robią. Ale to się zawsze zaczyna od rodziny. Od związku. Ta płeć, która ma władzę i jest niezależna jest “męska”. Dzisiaj władzę dajemy kobietom. Dziś dajemy siłę kobietom, której nie dajemy mężczyznom. Nie ustalamy tego na początku, tylko dzieje się to w trakcie. Jedna płeć kieruje, druga jest kierowana. Tutaj będę generalizował, by pokazać zarys. Kobiety zawsze były uległe społecznie, uwielbiały modę, trendy, próżność, szukanie akceptacji i opieki, dlatego są naturalnie płcią podążającą. Płcią budującą, czyli ta która zbudowała cywilizację jest mężczyzna. Płcią pracy, wynalazków i wielkich ideologii są mężczyźni. Płcią dostarczania zasobów (a więc wartości) też zawsze mieli być mężczyźni. Dlatego płeć podążająca i niechcąca wnosić wartości nie może rządzić płcią, która relatywnie ma zapewniać więcej i od której wymaga się więcej. Staranie się dla kobiet jest w porządku tylko wtedy, gdy mężczyzna dostaje z tego tytułu relatywnie wysokie korzyści, ale dziś one nie są wyznaczone. Nie ma wyznaczenia obowiązków kobiet wobec mężczyzn, a bardzo często widzimy złe charaktery kobiet, przemądrzałe, roszczeniowe, wyniosłe, skupione jedynie na swoim wyglądzie, kłótliwe, pogardzające, z wysokim mniemaniem o sobie, zupełnie bez ciepła, delikatności i empatii. I tak. One są produktem feminizmu, który zazdrościł męskości i chcącym przenieść męskie cechy na kobiety. Co się udało to jedynie wzbudzili konflikt pomiędzy płciami i pomieszali kto jest kim, co musi robić, za co być doceniony, czy szanowany. Czy mężczyzna ma być nowoczesnym partnerem, a więc bardziej miękkim mężczyzną, czy nadal spełniać zachcianki kobiet, które fantazjują o męskości rodem z filmów akcji.

Patriarchat był konstruktem-bazą do stworzenia cywilizacji, która dziś pozwoliła nawet na redystrybucję dóbr dla kobiet w taki sposób, jaki widzimy. Bez zbudowania dobrobytu przez mężczyzn z przeszłości nie moglibyśmy dziś oddać tyle kobietom, ile oddajemy tworząc państwa opiekuńcze. Jednak zaczynamy mieszać w obecnym systemie kobiecymi chaotycznymi emocjami i pragnieniami, co pokazuje, że cywilizacja zostaje powoli zdegenerowana. I to się dzieje. W związkach role odwróciliśmy, upadają tradycje, obyczaje, śluby, nie wierzymy sobie w miłość, mężczyźni powoli stają się nikim niezależnie czy są bardziej męscy, czy już mniej, tak jak wyzwolone kobiety żądały tracąc kobiecość. Kobiety są wolne seksualnie (choć jeszcze im zostało granie “niedostępnej” z poprzednich czasów), a mężczyźni z kolei są wolni od zaangażowania, jako efekt zepsucia obu płci. Dzieci są traktowane jako spór damsko-męski, szczególnie przy masowych rozwodach. Popadamy też w więcej depresji z powodu podejścia narcystycznego, a związki są nietrwałe tak jak nietrwałe są zasady zmiennych, nieodpowiedzialnych za swoje zachowania kobiet, które powodują konflikty. Konflikty bez możliwości ich rozwiązania, bo krytyka jest zakazana, a męskim ugłaskiwaniem gardzą.

Logika dzisiejszych kobiet, czyli rosnący narcyzm, poczucie wyższości i nieodpowiedzialność

Partnerstwo to zdegradowanie kobiecości kobiet i właściwej męskości mężczyzn

Bo narcystyczne kobiety tupią nogą bez powodu (tzn. jak się chce psa uderzyć kij się znajdzie), marudzą, tworzą dramy, by się kłócić, czy wyżyć psychicznie i odwracają kota ogonem, gdy są krytykowane, by przestały sabotować relacje. Jak są otyłe, to wina chorób, jak paskudny, wstrętny, agresywny, niemiły charakter to wina mężczyzny. Nawet jak się od nich odejdzie, to wmówią sobie, że to mężczyzna jest zły, lub “nie poradził sobie z nią” (jej boskością, intelektem, siłą… taaak). Jak one zdradzą, to także mężczyzna jest zły, bo przecież one jedynie miłości szukały, tej prawdziwej. One nie uważają, że muszą się zmieniać, bo z nimi wszystko jest w porządku, tylko cały świat jest zły. Coraz więcej takich egocentrycznych postaw, bo coraz mniej odpowiedzialności spoczywa na kobietach, coraz więcej przywilejów (im się należy), czy przyklejania negatywnych łatek mężczyznom. Jak kobieta miałaby chcieć coś dobrego robić dla mężczyzny, jeśli wpoiło się jej, że ona jest tu lepszą, bardziej dobrą, inteligentniejszą, bardziej wykształconą płcią? To nierealne. Coraz więcej choćby beta-ojców rozpieszczających swoje córki, czy ojców-jeszcze-tyranów, którzy zostali wybrani przez ich matki jako ci niby męscy, a są tylko patologicznie męscy. Nie promuje się normalnych mężczyzn i normalnej męskości, bo nikt już nawet nie wie czym ona dzisiaj jest.

Partnerstwo to zdegradowanie kobiecości kobiet i właściwej męskości mężczyzn

Te zepsute już kobiety powiedzą, że mężczyźni boją się odebrania im przywilejów – dobrze im tak! – ale przez nie przemawia mizoandria, nietraktowanie mężczyzn jak ludzi, mściwość, niechęć do zauważania, że męska dominacja jest pożyteczna, a nawet uszczęśliwia kobiety bardziej, niż męska uległość. Jest to mściwość często wmówiona przez ideologię feminizmu, że kobiety są jedynymi ofiarami, że mężczyźni katowali kobiety całe wieki. Ale nawet jakby tak było (co jest nie do końca prawdą) to my, obecnie żyjący mężczyźni nie mamy z tym nic wspólnego, nie możemy brać za to odpowiedzialności, ale te kobiety chcą ukarać nas wszystkich. Najczęściej też za cierpienia, których nigdy je nie dotknęły.

Wyrywanie z kontekstu słów to plaga wśród tych grup. Oni nie chcą zrozumieć, oni chcą siać konflikt za który obarczą drugą, dobrą stronę. Tylko to się liczy – emocjonalna ulga, wyżycie się, to są ich prawdziwe cele.

Te zepsute już kobiety powiedzą, że to stek żali. Ale co jest złego w żaleniu się, a nawet w byciu ofiarą? To pokazuje brak empatii, brak ludzkiej części w tych kobietach. Nigdy nie rozwiążesz problemu, gdy o nim jasno nie powiesz, a można to przecież też odebrać jako żal, żal za złe traktowanie, brak szacunku, dyskryminację, wypaczanie równości i destabilizację społeczeństwa. Można mieć żal, złość, można nie chcieć tego dłużej podtrzymywać, jak tlenem zombie umarlaka. Kobiety gdy zaczęły walczyć o swoje prawa też wyrażały swój żal, teraz czas na mężczyzn. Mężczyzn, którzy w skrajnych formach patriarchatu też nie byli dobrze traktowani, byli chłopami od pługa, sami też nie mieli praw wyborczych, byli zrzucani ze skał w Sparcie, byli traktowani w wojsku jak podludzie, byli mięsem armatnim (i wiele więcej), ale o tym feministki nie chcą słyszeć.

Ale pomyślmy. Nawet jak mężczyzna ma być odważny, czy też odpowiedzialny, to czy nie chcielibyśmy by córki, czy kobiety miały takie cechy? Czyli gdyby je miały, byłyby męskie? Te cechy się zacierają, tworzy się przeinaczenia standardów męskości, a na dodatek kobiety jako płeć selektywna w naszej kulturze uwielbiając emocje łapią się na emocje patologicznych mężczyzn. I nie możemy nic z tym zrobić, bo każdy tekst opisujący negatywnie kobiety może być zakrzyczany, wyrwane słowa z kontekstu i autor potępiony. To jest karygodne jak bardzo same kobiety chcą blokować swój własny samorozwój, by tylko im było wygodnie. Za mało się dziś od kobiet wymaga i dlatego reakcje są takie, a nie inne.

Jak śmiałeś mieć śmieciu mieć tak wysokie wymagania?

Dobry mężczyzna w domu, emocjonujący poza domem

W sprzeczności kobiecych wymagań wpajana jest idea mężczyzny pieszczotliwego – który wycałuje kobietę po całym ciele, będzie codziennie się z nią przytulał, adorował, a koniec końców te kobiety będą szukać odskoczni, mocniejszych emocji, stanowczości, z lekka agresji (ba, czasem nawet tej bezpośredniej!). Same kobiety do mnie piszą i mówią, że potrzebują takich emocji. Zaciągnięcia za włosy do jaskini, tak by kobieta choć podświadomie czuła się uniżona przed Panem, a nie gdy to ona jest królową, a mężczyzna robi wszystko by tylko ją zadowolić. Ona czasem chce się czuć zdominowana, bezwolna z lekką nutą poczucia bezradności, a nawet często uniżenia. Któraś powie, że należy robić raz tak, a raz tak, ale prawda jest taka, że pewne cechy u każdego człowieka przeważają i tak naprawdę najskuteczniejszymi mężczyznami są ci dominujący, ceniący siebie, a nie ulegli wobec kobiet, podporządkowujący pod nie całe życie. To jest wygodne dla kobiet mieć kogoś takiego, ale co jest wygodne nie zapewnia szczęścia długofalowego. Co jest najgorsze, że jedna z drugą brzydzą się zdradą, ale zdradziły, bo to też emocje, zatajanie swojego występku, nauczenie się umiejętności oszukiwania, manipulacji, jednocześnie pogarda do swojego mężczyzny, który nie umie odkryć ich drugiego “ja”.

Niedawno kobieta mi tak napisała:

Mój kolega przespał się z kobietą, która ukrywała, że jest zajęta. Nawet spotkał ją z mężem na mieście i coś jej tam nagadał. Mówił ze laska zaczęła panikować i się drzeć, że to kłamca i namawiać męża żeby mu w mordę dał.

I jeszcze się choroby nabawił wenerycznej, więc widać ten babsztyl miał wprawę w oszustwach i zdradza często: typowa socjopatia (lubowanie się w amoralności, amoralność podnieca, wywołuje emocje), narcyzm (manipulatorstwo) i histrionika (aktorstwo/udawanie), ale tego się nie diagnozuje u kobiet, bo mamy bardzo patologiczny system ocen psychologicznych.

I co robi taki mężczyzna wychowany w duchu uniżenia wobec kobiet i patologicznej męskości? Co robi mężczyzna słysząc kobietę, która jego zdradziła i odwróciła kota ogonem? Bije tego niczemu winnego mężczyznę, ponieważ jest sterowany przez kobiece słowo. On jest w jej rękach, ona nim rządzi, ona tworzy obrazy, w które wierzy. Pomimo tego, że to ona złamała umowę wierności z nim. Jak kobieta może go szanować, jeśli to ona jest sterem? Jak ona ma go szanować, jeśli wystarczy małe kłamstwo, kilka dramatów, sztucznych łez i grania ofiary, a on uwierzy i pójdzie z odsieczą? To nierealne.

Podsumowanie. Szanuj, kochaj, wymagaj i nie pozwól na dominację kobiety

Jak to jedna z moich czytelniczek napisała: jeśli statkiem (domem) dowodzi dwóch równorzędnych kapitanów, to załodze grozi zatonięcie, tak samo w rodzinie, gdy rodzice są na równych prawach, to dzieci zmuszone żyć w domu, gdzie słyszą co rusz to inne polecenie, bo mama swoje, tata swoje. Wynikiem tego mogą się u nich pojawić zaburzenia emocjonalne. Powrót “głowy rodziny”, czyli taty jest gwarantem udanego życia rodzinnego.

Tak samo nie może być dwóch kierowców jednego samochodu, ponieważ że tak powiem – pojedziecie w maliny. Ktoś steruje, bierze za to odpowiedzialność, ktoś wsiada w ten wózek i daje sobą kierować. Nie inaczej. Jednak w partnerstwie kobieta woli kierować mężczyzną, który kieruje tym metaforycznym samochodem i jeśli źle go pokieruje, to nadal całą odpowiedzialność ma wziąć mężczyzna. Tego mężczyźni nie chcą, więc jeśli kobietom zachciało się być męskimi, przejąć męskie sfery i przywileje – niech udowadniają, że takie są, niech sobie radzą same. Mężczyzna jest absolutnie niepotrzebny, więc nie może być zmotywowany.

Partnerstwo wzmacnia pantoflarstwo mężczyzn – cechę wybitnie wyśmiewaną, cechę wielokrotnie uznawaną przez kobiety jako odpychającą, a mimo to kompletnie ludzie nie rozumieją, że to właśnie partnerstwo przyczynia się do budowy postaw niemęskich. I tak samo partnerstwo (uprzywilejowanie) zmienia kobiety w bardziej chłodne, zimne, rywalizujące z mężczyznami, których “kochają”, bezwzględne, wyrachowane osoby (patrz żona Marcinkiewicza, która ustawiła się finansowo kosztem byłego męża). To skutek nadania im męskich praw, przywilejów, a także uczenia ich męskich cech, czy radzenia sobie po męsku z życiem (ale oczywiście zachowując nadal możliwość kobiecego płaczu, manipulacji i zrzucania odpowiedzialności). Czyli zachowam się jak mężczyzna, ale gdyby coś nie wyszło, to potem mam prawo zachować się jak kobieta, rozpłakać i uniknąć kary. Przykład to cała gama przemocy, niszczenia związków, a nawet bicia innych. Kobieta chce kogoś pobić, być jak “mężczyzna” (bo bicie wcale nie jest męskie tak realnie mówiąc), ale nadal być chronioną bo: kobiet się nie bije. Kobieta chce uprawiać seks jak mężczyzna, być chwalona za dużą ilość partnerów seksualnych, ale potem uniknąć odpowiedzialności i żądać akceptacji za swoją rozwiązłość i zepsucie, które zdecydowanie gorzej dotyka emocjonalne kobiety, niż mężczyzn.

Ale takie traktowanie mężczyzn tym kobietom tego typu odbije się czkawką. Nie doceniają ani nie umieją się zachowywać z szacunkiem dla coraz bardziej uczuciowych, dobrych wewnętrznie, a więc ludzkich mężczyzn? Biała rasa jest zła, jak pewne środowiska twierdzą? Jest zastępstwo – patriarchalni muzułmańscy imigranci. Zwierzęcy, energicznie męscy i żądający szacunku niezależnie od zachowania. Podniecający to sen wszystkich zaburzonych kobiet, które tak naprawdę marzą o upokorzeniach, gwałtach, tyranii, przemocy – taką męskość lubią, a mówią coś innego, o romantyzmach, byciu miłym, otwartym emocjonalnie o słabościach i uczuciach. Zapraszajcie ich więc, a krytykujcie nas. Tkwijcie w tym destruktywnym systemie i bądźcie jego wiernymi służkami. Efektem będzie to, że wszyscy się oddalimy od siebie, dosłownie wszyscy. I skończy się to tragicznie. Ale aby o tym wiedzieć trzeba mieć zdolność przewidywania konsekwencji i brania odpowiedzialności za swoje zachowania. I tego wszystkim życzę, w tym sobie samemu, bo w końcu nikt nie jest idealny – nie licząc osób narcystycznych oczywiście – księżniczek (tych białych hamerykańsko-jełropejskich) i książąt (tych śniadych), prawda? Swój do swego.

Jeśli podobają Ci się nasze teksty, są w jakiś sposób przydatne i chcesz być powiadamiany o kolejnych, to polub nasz profil na facebooku, twitterze, czy google+.

Będziemy też wdzięczni za udostępnienia naszej strony na Twojej tablicy fb, czy innych portalach, ponieważ nie dość, że pozwolą rozwinąć naszą społeczność, to dają też nam motywację do pracy, w którą wkładamy sporo wysiłku, do szukania ciekawych tematów i źródeł. Możecie też założyć u nas konto, pisać komentarze pod tekstami (na facebooku zwiększają zasięg strony), pytać, chwalić, ganić, opisywać swoje problemy, spostrzeżenia, czy podsuwać pomysły na tematy (zakładka kontakt). Do następnego! 🙂

Obserwuj też nas na nowym portalu społecznościowym MINDS.COM, który nie cenzuruje treści:

https://www.minds.com/swiadomosczwiazkow

 

94
Dodaj komentarz

avatar
7 Zestawy komentarzy
87 Zestawy odpowiedzi
22 Followersi
 
Najwięcej reakcji na komentarz
Najwięcej odpowedzi na komentarz
19 Autorzy komentarzy
FanatykMGTOWAgaRedPillerPLOlgaJohn Ostatnie odpowiedzi autora
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Alan
Gość
Alan

Świetny artykuł, każdy powinien przeczytać. Wydaje mi się że kobiety na skali psychopatii osiągnęły by o wiele wyższą średnią niż mężczyźni. A co działa na psychopatów? Szczera rozmowa? Argumenty logiczne? Umawianie się na coś? Buahahahaaaa, nic z tych rzeczy! Jedynie kij i marchewka, opiekuńcza tresura a jak trzeba to i kara, w przypadku kobiet emocjonalna. Facet powinien mieć misję w życiu do spełnienia, pasję i skupić się na zdobywaniu pozycji i kasy a nie za kobietami latać, wtedy same się “przykleją”. Kobita ma być tylko dodatkiem do życia a nie jego sensem, wsio. /
Bez przesady, jakieś tam osiągnięcia muzułmanie mieli, trochę przemycili ze starożytności, trochę dodali i myśmy wiele z tego przejęli.

TOT
Gość
TOT

Dokładnie. Facet ma w życiu spełniać się, skupiać na pasjach, zdobywaniu pozycji i kasy. Kobiety są dodatkiem do życia faceta. Nigdy nie może skupić się na tym, aby kobieta była jego priorytetem w życiu, bo nie o to chodzi. Kiedy facet osiąga status, pieniądze, stabilność to kobiety zawsze pojawią się. Tak więc nie ma co się przejmować i skupiać na sobie i swoich celach.

Panowie, życie to nie bajka. Dlatego powinniśmy wspólnie wspierać się w swoich dążeniach. Podpowiadać sobie, pomagać na ile możemy i tyle. Bo w tym aspekcie kobiety radzą sobie o wiele lepiej.

Zenek z Mazur
Gość
Zenek z Mazur

To prawda, bardzo dobry tekst, życiowy. Kobiety żądające partnerstwa nadają mężczyznom zupełnie nowe oczekiwania, można powiedzieć kobiece cechy. I dlaczego w tym samym momencie chcą męskiego zachowania? Trudno wiedzieć co powinno się robić żyjąc w sprzecznościach.

Maja
Gość
Maja

“Tyle, że właśnie – ile dzisiejszych kobiet chce uznać męski autorytet, by go słuchać?”

Ja! Ja się zgłaszam! A tak serio – obecnie nawet gdyby kobieta chciała, to często znaleźć mężczyznę, który umiałby dowodzić w związku. Pewnie odpowiedzialne za to jest programowanie o którym piszesz wyżej – “partnerstwo” – a także coraz częstsze rzaburzenia nie tylko u kobiet, ale u mężczyzn również. DDD, DDA, depresje, nerwice…. Taki mężczyzna nie da rady dowodzić, dominować i prowadzić związku nawet przy wsparciu kobiety.

Gdybym mogła coś doradzić współczesnym kobietom to to, żeby spróbowały oddać przewodnictwo mężczyźnie i zobaczyć co się stanie. Oczywiście nie oznacza to, że kobieta powinna pozwalać się przez niego gnoić, tylko przyjąć postawę uległą, dać mu większą decyzyjność a kiedy już podejmie jakąś decyzję to nie robić awantur że ona wolałaby inaczej tylko podążyć za nim i po prostu zaufać. Żeby coś takiego grało muszą zaistnieć dwie rzeczy: mężczyzna nie będzie chciał wykorzystywać swojej pozycji żeby stłamsić kobietę a kobieta ma na tyle oleju w głowie, że rozpozna kiedy mężczyzna ma wobec niej złe zamiary (i się wycofa z relacji).
U mnie na przykład wygląda to tak, że słowo mojego partnera jest ważniejsze, ale jeżeli coś mi się nie podoba, mam inny pomysł to o tym mówię i wtedy on decyduje, że możemy zrobić po mojemu (albo nie) 😛 A nie tak jak w przypadku wielu obecnych zwiazków: ja mówię, że robimy to to i to a on wykonuje wszystko bez szemrania. Tak samo, kiedy już na coś sie uprze i jedziedziemy powiedzmy na spacer a po drodze sie rozpada to nie robię awantury “MOGŁEŚ SPRAWDZIĆ PROGNOZĘ POGODY! JESTEŚ DO NICZEGO….”, tylko mówię “Spoko, nic się nie stało, możemy iść na kawę”.

Co do poczucia wyższości kobiet… Wiele młodych dziewczyn ma bardzo niską samoocenę (sama do takich należałam swoją drogą). Często dlatego, że to co się obecnie kreuje w mediach społecznościowych, reklamach, filmach itd. jest niemożliwe do osiągnięcia przez zwykłą dziewczynę, która nie chce poświęcać całego swojego czasu, pieniędzy i energii na wygląd. Dlatego, moim zdaniem taka dziewczyna po jakimś czasie nie chce się już męczyć ze swoimi kompleksami, poczuciem niższości wobec świata i wahadło przechyla się w zupełnie drugą stronę – robi się zadufana w sobie, zarozumiała i chodzi z noskiem do góry, bo przecież jest super. (i żeby nie było, sama też to przechodziłam 😛 Ale ocknęłam się w miarę w porę- jeszcze sporo przed 30). Taka dziewczyna myśli, że niemożliwe do osiągnięcia ideały narzucają jej mężczyźni (swoją drogą narzucają, ale ci bardzo u góry, którzy sterują tym co uważamy za piękne a co za brzydkie, a nie tacy którzy je otaczają), oni są winni jej niskiej samoocenie i przerzuca na nich te wysokie wymagania które rzekomo mężczyźni nakładają na nią. Problem w tym, że takie myślenie to po prostu zmiana zewnętrznych zachowań. W środku pozostaje nadal to samo rozchwianie i niepewność. Dopóki taka kobieta nie pozna siebie od “wewnątrz”, czyli nie nabierze prawdziwej pewności siebie dopóty nie będzie w stanie stworzyć jakiegokolwiek związku, nawet z samą sobą.

Szymek
Gość
Szymek

Brawo, chciałbym mieć dziewczynę z takim myśleniem jak Ty ale niestety większość kobiet, które są atrakcyjne niestety myślą inaczej, a szczerze mówiąc w ogóle chyba nie myślą na ten temat, bo po co ona ma się uczyć jak być w szczęśliwym związku, jak zadowolić również mężczyznę, trochę poskromić swoje ego i dać się prowadzić, kiedy ona jest ładna i facetów może mieć bez liku. Kobiet się tego nie uczy, a nawet jak się uczy to wysyła się ją później na studia w młodym wieku i uczą się czego innego – korzystania z życia, posmakowania wolności bo rodziców nie ma, co skutkuje nierzadko zepsuciem psychiki, nieumiejętnością do przywiązywania się na stałe do partnera, narcyzmem, a nawet chorobami psychicznymi, zresztą nie ja jeden mówię, że rzucając w Krakowie kamieniem pewnie trafisz studenta – nie oszukujmy się studia teraz są owocne tylko dla około 20% ludzi (inżynierów, matematyków, chemików i elity humanistycznej z najlepszymi wynikami), reszcie ludzi jest to całkowicie zbędne, jedynie co z tego mają to znajomości. Jest taki profesor – Piotr Jaroszyński się nazywa, mówi o szkole frankfurckiej i właśnie o tym na przykładzie USA, że odrywano młodzież od rodzin gdzie było normalne, życiowe, chrześcijańskie wychowanie, trafiali później na studia i zostawała im aplikowana dawka marksizmu, rewolucji seksualnej przez ‘autorytety’ czyli profesorów, którzy uciekli ze szkoły we Frankfurcie przed nazizmem (uciekali bo większość była pochodzenia żydowskiego) i te autorytety miały naturalnie większą moc przebicia niż jakiś ojciec bez wykształcenia, który prowadził normalne życie pracując w jakiejś kopalni. Panowało wtedy patriarchalny styl życia, faceta naturą była decyzyjność, kobieta miała być uległa i jakoś się to kręciło – dobrym przykładem tego jest film Prawo Bronxu i relacja między kierowcą autobusu granego przez Roberta De Niro i jego żoną

Maja
Gość
Maja

Może trzeba szukać introwertyczek. Są mniej skłonne żeby robić tak jak tłum każe bez zbędnej refleksji.
Kobiety nie rozumieją, że taki mniej zastraszony przez fochy, awantury, ciche dni mężczyzna jest bardziej skłonny do tego, żeby “uszczęśliwiać” (w znaczeniu takim jakie kobiety uważają za uszczęśliwianie) swoją kobietę. I robi to z przyjemnością, a nie z obawy przed kolejną kłótnią.
Jakakolwiek próba rozmowy z kobietami w tym tonie, zawsze jest kwitowana jest stwierdzeniem, że miła i spolegliwa kobieta trafi na drania, który ją sponiewiera, więc trzeba być zołzą (tak zapobiegawczo) i nie rozumieją, że miła i spolegliwa kobieta może być silniejsza od tej zołzy.

Szymek
Gość
Szymek

Ale teraz prawie wszystkie piękne to ekstrawertyczki, ze względu na swoją urodę chcą być wszędzie to raz, kobiety nie rozumieją również, że zazwyczaj dranie niczego w życiu nie osiągają i nie osiągną, ktoś kto ma takie zapędy jest po prostu dość ograniczony, znam takich którzy są jak psy na baby – praktycznie wszyscy tacy dranie których znam nie osiągnęli nic – to nie jest w tych czasach dobra cecha, już mówiłem mam firmę i widzę jakim trzeba być – elastycznym, ugodowym, od pracowników wymagać ale nie być draniem bo taki zawsze przegra. Oczywiście, że szukam introwertyczek i kobiet wstydliwych ale znajdź mi ładną która taka jest – nie znajdziesz – prędzej u facetów znajdziesz introwertyka, bo ładną kobietę faceci z introwertyzmu od razu wyciągną, z facetem jest gorzej bo to on jest stroną inicjującą kontakt więc raczej miałby ciężko… Po prostu się czasy zmieniły nieprawdopodobnie i takich strona jak ta będzie przybywać…

John
Gość

No to Szymek celuj nizej. Ja zawsze celuje w lekko puszyste, mniej atrakcyjne kobiety ode mnie i jestem zadowolony. Bardzo czesto taka dziewczyna Ci ugotuje, wyprasuje i nie bedzie miec wymagan z kosmosu. Warto doceniac dziewczyny, ktore nie zostaly rozpieszczone przez beta orbiterow.

Paweł
Gość
Paweł

Jestem pod wrażeniem Twojego posta. Współczesne kobiety powinny się od Ciebie uczyć.

Napisałaś, że:

także coraz częstsze rzaburzenia nie tylko u kobiet, ale u mężczyzn również. DDD, DDA, depresje, nerwice…. Taki mężczyzna nie da rady dowodzić, dominować i prowadzić związku nawet przy wsparciu kobiety.

Czyli uważasz, że facet z po przeżytej depresji, czy zmagający się z nerwicą (np. lękową) nie ma szans na bycie w związku? A już o tzw. “prowadzeniu” w związku nie może być mowy? Jeżeli tak, to trochę to krzywdzące dla takich jednostek. Znam wielu takich ludzi, którzy są bardzo wartościowymi i empatycznymi jednostkami. Wielu takich facetów jest bardzo dobrze wykształconych. A jak uważasz, czy “empatyczny/wrażliwy facet” to nie jest prawdziwy mężczyzna? Innymi słowy, facet po przebytej depresji, czy mające nerwicę nie ma szans na związek i nie jest wart tego, aby być szanowanym przez kobietę?

Maja
Gość
Maja

Byłam w związku z chłopakiem (piszę ‘chłopak’ bo byliśmy dosyć młodzi), ktory miał nerwicę połączoną z hipochondrią i nasz związek rozpadł się między innymi z tego powodu. Osobiście nie chciałabym się z taką osobą kolejny raz spotykać, zwlaszcza że takie choroby mogą nawracać. Ale pewnie są dziewczyny/kobiety którym by to nie przeszkadzało (albo nie wiedzą z czym to się je).
Co do wrażliwości/empatycznosci to nie mam nic przeciwko o ile ta wrażliwość nie objawia się płakaniem na widok słodkich kotków, czy poddawaniem sie przy byle najmniejszym problemie.

Paweł
Gość
Paweł

Rzeczywiście życie z facetem, który ma nerwicę i do tego jeszcze hipochondrię, która jest nota bene fobią zdrowotną musi być bardzo trudnym doświadczeniem dla kobiety. Nie dziwię się, że masz taki, a nie inny stosunek do facetów z problemami natury psychicznej/emocjonalnej. Nie ma się co oszukiwać, kobieta oczekuje oparcia w silnym i zdecydowanym facecie, który nie pęka przy najmniejszym problemie. Wiadomo, że każdy chce być szczęśliwy i mieć w miarę stabilne życie rodzinne jak i zawodowe, także rozumiem dlaczego wy, kobiety trzymacie się od takich facetów z daleka.

Niestety wszelkiego rodzaju zaburzenia psychiczne skutecznie potrafią “wykastrować” faceta ze swojej męskości dlatego większość z nich stara się to ukrywać/maskować. Jeżeli dodamy do tego jeszcze pewien idiotyczny stereotyp typu: “faceci nie płaczą”, to mamy obraz współczesnego faceta, który ukrywa swoje emocje, wypiera je, stara się ich nie uzewnętrzniać żeby nie paść ofiarą drwin i bycia ocenionym jako słaby facet ze strony otoczenia (szczególnie kobiet). Zazwyczaj kończy się to ogromnym konfliktem wewnętrznym, a potem próbą leczenia tego konfliktu za pomocą nałogów tj. alkohol, narkotyki, hazard, pornografia. W najgorszych przypadkach doprowadza to do ciężkiej depresji i ostatecznie samobójstwa. Ja osobiście uważam, że nie ma człowieka na tym świecie, którego nie można złamać psychicznie. Każdy ma swój próg wytrzymałości i jest tylko kwestią czasu i traumatycznych wydarzeń, kiedy tzw. “zdrowa jednostka” zostanie złamana.

To, że ja czy inny facet jest dzisiaj zdrowy i odbierany przez kobiety jako silny psychicznie nie znaczy, że taki będę za rok, czy dwa. W życiu nie ma czegoś takiego jak “stałość”, ponieważ stała jest tylko niestałość, a pewna jest tylko niepewność. Byłoby aroganckim, gdybym twierdził, że nigdy nie zachoruję na depresję, czy nerwicę. Takiej pewności niestety nikt z nas nie ma.

Nie oszukujmy się, dzisiejszy świat sprzyja jak nigdy dotąd zaburzeniom psychicznym. Bardzo ciężko w nim nie zwariować kiedy na każdym kroku wymaga się od ciebie żebyś był najlepszy, nie okazywał słabości, miał najlepszy samochód, miał super sylwetkę i dobrze zarabiał. Dodatkowo wmawia nam się, że ciągle jesteśmy niewystarczający. Niewystarczająco szybcy, niewystarczająco dobrzy, mamy niewystarczające wyniki w pracy, niewystarczająco jesteśmy wysocy, ładni, inteligentni. Musisz być człowiekiem sukcesu, musisz przynajmniej 2 razy w roku wyjeżdżać na wakacje, musisz mieć piękny dom, dzieci, które mają super zainteresowania i chodzą do super szkół. Cały ten wyścig szczurów jeszcze bardziej nakręcają wszechobecne w naszym życiu social media i portale randkowe tj. fb, instagram, tinder, czy badoo. Ludzie zaczynają się porównywać między sobą i sobie nawzajem zazdrościć. To wszystko “cudownie” wręcz napędza pusty konsumpcjonizm i życie na kredytach. Paradoksalnie ludzie zamiast stać się bardziej szczęśliwi, stają się jeszcze bardziej nieszczęśliwi. Pomimo wszechobecnych social mediów i 500 znajomych na fb, większość czuje się coraz bardziej samotna i wyobcowana. Czy to nie jest dziwne? Nasi dziadkowie nie mieli tych wszystkich “cudownych wynalazków”, a jednak byli bardziej szczęśliwi od nas.

Ciekawym zjawiskiem, które zaobserwowałem jest to, że gdy kobieta ma jakieś problemy natury psychicznej (np. depresję, nerwicę natręctw, fobie), to zazwyczaj nie ma ona wielkiego problemu ze znalezieniem sobie partnera i otrzymaniem od niego wsparcia i akceptacji. Z kolei, jeżeli mamy faceta z problemem natury psychicznej tj. depresja, czy nerwica, to taki ktoś zazwyczaj jest bardzo mocno stygmatyzowany i odrzucany przez kobiety. Nie ma mowy żeby mógł liczyć na wsparcie, ponieważ przyjęło się, że facet nie powinien okazywać emocji i odczuwać strachu. Oczywiście rozumiem po części dlaczego tak jest, ale nasze społeczeństwo zachowuje się tak, jakby faceci nie posiadali emocji i byli chodzącymi “maszynami”, od których trudne emocje odbijają się jak od ściany. Niestety tak to nie działa, ponieważ zarówno mężczyźni jak i kobiety posiadają w swoich mózgach tzw. układ limbiczny, który jest odpowiedzialny za emocje i popędy. Jakby tego było mało, ta część mózgu jest nazywana “autonomicznym układem nerwowym”, ponieważ działa niezależnie od naszej woli.

Pewnie nie będę obiektywny (ponieważ jestem facetem), ale uważam, że kobiety mają ogromne pozwolenie od społeczeństwa na okazywanie słabości i posiadanie gorszych dni. Facet niestety nie może liczyć na litość i współczucie w trudnym momencie życia, ponieważ zaraz przyczepia się mu etykietkę “niemęskiego bety”, a w ogóle to najlepiej żeby zapadł się pod ziemię i ze sobą skończył, bo takich jak on kobiety nie potrzebują na tym świecie 😉

Na koniec tego długiego posta, napiszę tylko tyle, że mam kolegę, który przez wiele lat chorował na depresję i nerwicę lękową. Facet naprawdę miał strasznie traumatyczne dzieciństwo i moje przy nim to było pikuś. Przez wiele lat nie mógł liczyć na związek, ponieważ kobiety go zlewały (stygmatyzacja). Na szczęście nie załamał się, brał antydepresanty, a potem ciężko przez 2 lata pracował na psychoterapii. Co się okazuje? Nie dość, że z tego wyszedł, to jeszcze nauczył się lepiej radzić sobie ze swoimi emocjami i generalnie umysłem niż ja, czy inni “zdrowi faceci” z mojego otoczenia. Próżno szukać u niego ucieczki przed trudnymi emocjami w jakiś alkohol, narkotyki, czy pornografię. Gość codziennie medytuje, uprawia sport i zdrowo się odżywia. Naprawdę jest dla mnie “zdrowego” prawdziwym przykładem na to, że nawet z tzw. “ciemnej dupy” da się wyjść jak się chce.

Mój kolega powiedział mi kiedyś takie słowa, które zapamiętałem: “cierpienie jest największym motywatorem rozwoju“. I rzeczywiście mogę powiedzieć, że swoją postawą potwierdził, że tak jest.

Maja
Gość
Maja

Wiesz równie dobrze mogę napisać że w podobny sposób stygmatyzowane są kobiety brzydkie, otyłe. Takiej też ciężko o związanie się z kimś, a nawet jeżeli kogoś znajdzie to ten ktoś będzie z nią dlatego ze jest zdesperowany, a cały związek będzie ‘nijaki’.
Zgadzam się, że taki mężczyzna może później lepiej funkcjonować niż osoba zdrowa, bo przeszedł kilka lat psychoterapii, tylko że ja wiążąc się z kims takim narażam siebie na to, że ja niedługo będę potrzebowała psychoterapii. Psychologiem nie jestem, nie wiem jak się obronić przed toksyczną osobą która choruje na depresję, nerwicę a tym bardziej nie mam pojęcia jak jej pomóc. Myślę, ze takie ‘wymaganie’ z mojej strony jest dużo bardziej rozsądne niż wymaganie zeby facet miał 185cm bo inaczej jest niemęski.
Jasne, że nawet po kilku latach związku może się uaktywnić taka choroba i to nie jest powód żeby zrywać wszystko i ‘szukać nowej gałęzi’, chociaz moim zdaniem ciężko żeby taki związek przetrwał.
Dlaczego kobietom z depresją łatwiej znaleźć partnera niż mężczyznom w takiej sytuacji? To proste. Po prosty wy macie w genach wpisane, żeby zajmować się kobietą i nie jest dla was to coś niezwykłego.
A kwestia tego wyscigu szczurów o którym wspominasz. Fakt, jest to dosyć powszechne i ciężko od tego uciec, ale nie jest to niemożliwe. Ja pomimo życia w dużym mieście nie uczestniczę w tym. Żyję dla siebie, nie mam potrzeby kupowania markowych ciuchów, super smartfonów i drogich samochodów. Nie chodzę też na siłownię i co tydzień do kosmetyczki i fryzjera mimo że bym mogła. Po prostu uznaję to za zbędny wydatek.

Paweł
Gość
Paweł

Wiesz równie dobrze mogę napisać że w podobny sposób stygmatyzowane są kobiety brzydkie, otyłe. Takiej też ciężko o związanie się z kimś, a nawet jeżeli kogoś znajdzie to ten ktoś będzie z nią dlatego ze jest zdesperowany, a cały związek będzie ‘nijaki’.

Niestety, ale tak w większości przypadków nie jest. Znam 3 związki małżeńskie, w których przystojni faceci wyszli za puszyste/otyłe kobiety. Ci faceci nie są żadnymi desperatami, jeden z nich to taki typowy “alfa” i jest bardzo atrakcyjny.

Apropo samej “otyłości”, czy “puszystości”, to zmiana jej nie jest tak skomplikowana i ciężka. Wystarczy odpowiednia dieta i wdrożenie do codziennej rutyny odpowiedniego treningu fizycznego. Z kolei, z tego co słyszałem, to psychoterapia jest o wiele, wiele bardziej trudniejszą pracą do wykonania niż np. taka walka ze zgubieniem zbędnych kilogramów. Pewnie, że zrzucanie wagi też jest pewną pracą z umysłem i z emocjami, ale nie w tak dużym stopniu jak psychoterapia. Tak szczerze, to wg mnie jakieś 90% (jak nie więcej) społeczeństwa powinno odbyć w swoim życiu psychoterapię. Naprawdę ten świat wyglądałby moim zdaniem o wiele lepiej.

Zgadzam się, że taki mężczyzna może później lepiej funkcjonować niż osoba zdrowa, bo przeszedł kilka lat psychoterapii, tylko że ja wiążąc się z kims takim narażam siebie na to, że ja niedługo będę potrzebowała psychoterapii.

Nie mówię, że wszyscy, ale np. mój kolega mógłby z powodzeniem pracować jako psychoterapeuta. Ten facet naprawdę świetnie radzi sobie z emocjami i potrafi na wiele rzeczy spojrzeć teraz ze zdrowym dystansem. Ma ogromną wiedzę na ten temat i wielokrotnie sam potrafi doradzać wielu osobom w trudnym chwilach. A jeżeli chodzi o jakąś “toksyczność”, to ja chciałbym takich “toksycznych” osób na tym świecie jak on. Moim skromnym zdaniem troszeczkę pochopnie oceniasz wszystkich po przebytej depresji/nerwicy jako “toksycznych”. Ja bym się wstrzymał z taką oceną, dopóki bym danej osoby bliżej nie poznał. Bardzo często za szczelną skorupą niedostępności, kryje się wielokrotnie bardzo wartościowy człowiek.

Z całym szacunkiem do Ciebie, ale czuję, że masz troszkę małą wiedzę na temat zaburzeń psychicznych i wrzucasz wszystkie choroby do jednego worka. Nie możesz porównywać osoby wyleczonej z nerwicy do osoby z zaburzeniem osobowości borderline (BPD), czy osoby z psychozami i halucynacjami. Osoba z nerwicą nie ma halucynacji/psychoz.

Ja sam byłem kiedyś z kobietą BPD i wiem, co to znaczy. Byłbym z nią nadal, ale niestety nie chciała podjąć się terapii i leczenia. To również nie było jej winą, że została odrzucona w bardzo wczesnym dzieciństwie przez swoją matkę i od teraz strasznie boi się odrzucenia, doprowadzając do tego, że sama je prowokuje i testuje faceta. W jej dzieciństwie na skutek traumy z matką powstał schemat, który powiązał “miłość” z “cierpieniem”. Innymi słowy, jeżeli w związku nie ma cierpienia, to to nie może być “miłość”.

Psychologiem nie jestem, nie wiem jak się obronić przed toksyczną osobą która choruje na depresję, nerwicę a tym bardziej nie mam pojęcia jak jej pomóc

.

Pewnie, ja również nim nie jestem, ale kiedyś interesowałem się tymi tematami w związku z moją ex (nota bene bardzo chciałem jej pomóc). Ale patrząc z drugiej strony, to powiem Ci, że zazwyczaj z osobami chorymi na depresję/nerwicę nie radzą sobie zazwyczaj Ci, którzy sami mają ukryte problemy emocjonalne. Taka osoba potrafi czasem nacisnąć nam pewne nieprzepracowane w nas “guziki”, a to potrafi nam pokazać jak wiele mamy rzeczy w sobie do przepracowania.

Wg mnie nazywanie osób chorych na depresję/nerwicę “toksycznymi” jest moim zdaniem bardzo przesadzone i krzywdzące. Te osoby bardzo cierpią wewnętrznie, tylko my w swoim egoizmie nie potrafimy (lub nie chcemy) empatycznie na nie spojrzeć. Myślę, że jest to wynikiem wewnętrznego strachu przed zachorowaniem na to samo, co oni. Lęk z kolei wynika z niewiedzy. Zawsze boimy się tego, co jest dla nas nieznane i tajemnicze. Wtedy dośpiewujemy sobie różne bajki i widzimy zafałszowany obraz, a nie prawdziwego człowieka.

Załóżmy hipotetycznie (nie życzę Ci oczywiście tego, ani nikomu innemu), że np. masz syna, który pod wpływem traumatycznych przeżyć w szkole (np. gnębienia przez rówieśników) ma złamaną psychikę i dostaje nerwicy lękowej. Chodzisz z nim do psychoterapeuty, chłopak wychodzi z czasem na prostą. Potem jednak, ktoś z Twojego otoczenia rozpowiada, że Twój syn kiedyś leczył się na nerwicę lękową i odradza każdej napotkanej dziewczynie się z nim wiązać, a nawet spotykać. Mnie osobiście jako ojca bardzo by to bolało, gdybym dowiedział się, że jacyś ludzie stygmatyzują mojego syna. Myślę, że Ty jako matka również miałabyś podobne odczucia i byłoby Ci strasznie przykro z tego powodu, że ktoś nazywa Twojego syna “toksycznym chłopakiem”.

Jasne, że nawet po kilku latach związku może się uaktywnić taka choroba i to nie jest powód żeby zrywać wszystko i ‘szukać nowej gałęzi’, chociaz moim zdaniem ciężko żeby taki związek przetrwał.

Znam przypadek faceta, który był w związku małżeńskim z kobietą 5 lat. Facet dobrze zbudowany, wysoki, przystojny. Niestety pech chciał, że pod wpływem nagromadzonego stresu z pracy dostał tzw. IBS (zespół jelita drażliwego). Schudł do 55kg i wyglądał jak szkielet – stał się nieatrakcyjny. Był leczony lekami antydepresyjnymi przez okres 1 roku. Co w międzyczasie zrobiła jego żona? Bingo! Zdradzała go i potem mu o tym powiedziała. Nagle facet stał się pewnie dla niej “toksyczny” i postanowiła, że już nic do niego nie czuje. Przestał być męski, więc trzeba go zdradzić. Ciekawy jestem jakby ona sama się poczuła, gdyby to on zrobił jej coś podobnego w chorobie? Gdzie tu tzw. “bezwarunkowa miłość” ja się pytam? Nie ma jej! To tylko bajki! Witamy w brutalnym świecie, gdzie nie ma zasad moralnych, a jeżeli są to już zaczynają powoli ginąć.

Dlaczego kobietom z depresją łatwiej znaleźć partnera niż mężczyznom w takiej sytuacji? To proste. Po prosty wy macie w genach wpisane, żeby zajmować się kobietą i nie jest dla was to coś niezwykłego.

Nie do końca to jest prawda. Po prostu my faceci mamy od małego wpajane przez nasze matki, ojców, społeczeństwo, że “dziewczynce należy ustąpić, dziewczynkę należy szanować, dziewczynka ma prawo do słabości, dziewczynka to płeć słaba, dziewczyna ma pierwszeństwo”. To się wzięło właśnie z tego programowania. Dlatego, to co robimy dla takich kobiet nie jest czymś małym, lecz wielkim. Dlatego nie deprecjonujmy tutaj zachowania facetów, bo to trochę wygląda jak umniejszanie im, gdy sprowadzamy wszystko do “genów”. Kobiety są niestety płcią bardziej interesowną niż mężczyźni i nie da się temu zaprzeczyć w żaden sposób.

Maja
Gość
Maja

Byłam w pracy to i pisać średnio mogłam, więc teraz doprecyzuję.
Osoba toksyczna to taka, która z jakiegoś powodu powoduje obniżenie nastroju drugiej osoby i taką osobą jest osoba chora na depresję, nerwicę, schizofrenię, CHAD, BPD itd. (ale oczywiście nietylko). Ok, mogę się zgodzić że nie każda osoba chora jest osobą toksyczną, bo nawet zdałam sobie sprawę że mam jednego znajomego z którym dobrze mi się rozmawia i nie męczy mnie tym, że ma nerwicę (ale on z kolei jest na tabletkach). Rozmawiając z nim czy przebywając nawet w jego towarzystwie nie czuję, żeby był toksyczny (ale do terapeuty mimo męczenia się samemu ze sobą iść nie chce).
Dlaczego piszę, że nie potrafię pomóc takiej osobie? Oczywiście że powinnam się (zwłaszcza, jeżeli jest to bliska mi osoba) dowiedzieć jak jej pomóc, tylko że inni ludzie – specjaliści studiują to kilka lat, a ja nie jestem w stanie przyswoić takiej wiedzy w kilka tygodni czy miesięcy. Najlepszą pomocą w tym wypadku jest wysłanie chorej osoby po pomoc do specjalisty, ale jeżeli chora osoba nie chce pomocy to nic nie jesteś w stanie zrobić. No dobrze, możesz próbować nakłaniać taką osobę do pójścia do psychiatry, na terapię (prawdopodobnie usłyszysz: “nie jestem czubkiem” “poradzę sobie sam/a”, “nie będę wydawać pieniędzy w błoto”), możesz próbować wspierać mówiąc zwykłe “rozumiem” (ale tutaj prawdopodobnie usłyszysz, że nie rozumiesz bo nie jesteś w stanie poczuć tego samego co ta osoba), możesz pytać jak możesz mu pomóc (ale tutaj usłyszysz, że przecież nie możesz pomóc bo nie rozumiesz…). Tak samo działa w każdym innym aspekcie życia. Jeżeli ktoś nie chce Twojej pomocy to nie dasz rady mu pomóc, dopóki sam nie dojdzie do takiego momentu, w którym uzna że jest to mu potrzebne.
Nie odrzucałabym oczywiście mojego partnera, który nagle zacząłby chorować (bo przecież każdy może), ale jeżeli notorycznie odrzucałby moją pomoc (a tak zazwyczaj takie osoby robią – i nie mówię tutaj o jednym przypadku, bo takich osób poznałam kilka – obu płci) to nie wróżę dobrej przyszłości naszemu związkowi bo prędzej czy później to się posypie. I tyle.
O “odrzuceniu” takiej osoby mówiłam w kontekście randkowania (pewnie niedość precyzyjnie się wyraziłam). Otóż, gdybym spotykała się z jakimś mężczyzną a jeszcze między nami nie było nic poważnego i zauważyłabym, że ma problemy natury psychologiczno-psychicznej to po prostu nie wchodziłabym w związek z taką osobą. Moglibyśmy zostać znajomymi jeżeli miałby taką ochotę, ale po prostu nie chcę się pchać w coś do czego nie mam żadnych kompetencji 🙂

Maja
Gość
Maja

Każdy smutek powoduje obniżenie nastroju. Pytanie co się z tym zrobi. Skrytykuje, współczuje, znajdzie rozwiązanie? Czy Ty w chwilach smutku chciałabyś być nazwana toksyczną? Nie SOMDZE

To fakt. Ale mogę być smutna z przyczyn niezależnych ode mnie np. straciłam pracę bo była redukcja etatów. Ode mnie teraz zależy czy swoją frustrację przeleję na osoby mi bliskie czy sama się z tym uporam.

Widocznie nie upadł na dno jeszcze i mu dobrze jak jest.

No właśnie 🙂 Mogę się próbować wykazywać niezwykłą empatią i wrażliwością. Mogę pomagać w codziennych czynnościach jak na przykład robienie temu komuś zakupów i sprzątanie w mieszkaniu, ale jeżeli przez tego kogoś zaczynam się źle czuć (bo on próbuje przerzucić na mnie swoje złe samopoczucie) to ja nie chcę w tym uczestniczyć.

Nieprawda. Zależy na kogo trafisz. Ktoś może Ci dokładnie powiedzieć co mogłabyś zrobić. I od Ciebie zależy decyzja czy to zrobisz.

Gdyby ktoś taki powiedział mi dokładnie, co mam robić to oczywiście, że bym to zrobiła, ale jeszcze na taką osobę nie trafiłam.

Norbert
Gość
Norbert

Bardzo dobry post.

Co do tego porównywania się i z góry skazane na porażkę gonienie za bycie “najlepszym” , myślę, że jest to minus globalizacji i zwłaszcza rozwijającej się (moim zdaniem) za szybko nowych technologii – zwłaszcza na polu rozrywkowym/social media. Jeśli jesteś w czymś lepszy od miliona(!) osób, to powiedzmy w samym Nowym Jorku jest co najmniej 8 osób takich jak Ty. Dorzućmy do tego zakrzywiony obraz pokazywany na social media i zawsze znajdzie się ktoś młodszy i lepszy w tym co robisz. Kiedyś być może było tak samo, tylko, że człowiek nie wiedział o tym, albo nie miał z tym aż takiej styczności. Myślisz, że umiesz śpiewać lub grać na instrumencie, odpalasz YT, posłuchasz kilku coverów czy innych programów z talentami i już na twojej pewności siebie może być rysa. Teraz to pomnóż na każdy aspekt życia no i jest jak jest (o wyglądzie to nawet nie wspominam).

No i tak samo środowisko, z którego pochodzimy, w większym mieście więcej możliwości, z bogatszej rodziny szybsza i łatwiejsza droga do “porządnej kariery” .

Wpis oczywiście jak zwykle, bardzo dobry, tylko ta końcówka z kulturą muzułmańska zupełnie nie trafiona – patrząc na poprzednie stulecia, czy tysiąclecia, to były okresy, gdzie nas wyraźnie wyprzedzali technologicznie i kulturowo. Co innego jeśli mówimy o regionach typowo afrykańskich, tam to rzeczywiście do niczego nigdy nie doszli bez pomocy białego człowieka.

Lionheart1986
Gość
Lionheart1986

@Maja
Mądrze piszesz. Fajnie że w końcu jakaś normalna Kobieta dodaje komentarze.

Aga
Gość
Aga

Partnerstwo – równe traktowanie siebie nawzajem.
We wpisie wcale nie opisujesz partnerstwa, relacja w której jedna strona jest dominująca przeczy definicji. Partnerstwo jest idealną relacją w której mężczyzna wnosi do związku swoją część a kobieta swoją, bez sztywnych ram.
Przykładowo: kobieta ma wykształcenie ekonomiczne dlatego ona zajmuje się szeroko pojętnym zarządzaniem finansami (odpowiedni dobór strategii inwestycyjnych itp). Mężczyzna jest szefem kuchni, jego pasją jest gotowanie więc to on zajmuje się przygotowywaniem posiłków. Chyba wszyscy zgodzimy się, że próba odwrócenia zajęć w takim związku, w imię jakiejś poprawności, byłaby bardzo nieefektywna..?
O to chodzi w partnerstwie.

Szymek
Gość
Szymek

Nie ma czegoś takiego jak partnerstwo – jest to wymysł lewaków, prowadzę firmę od prawie 10 lat z bratem – mogę coś powiedzieć, doradzić bratu ale decyzje podejmuje brat bo wiem, że się do tego lepiej nadaje, widziałem wiele firm, z milionowymi kontraktami i widziałem jak się rozpadały bo wszyscy chcieli rządzić, tak samo na statku – jest kapitan i nie ma żadnego partnerstwa jego z kimkolwiek – to on podejmuje decyzje i to on bierze odpowiedzialność za statek, tak samo facet ma wziąć odpowiedzialność za rodzinę i kobieta ma mu na to pozwolić i podporządkować się, lubisz facetów słabeuszy ?? – odpowiem za Ciebie – nie lubisz, ale to Wy swoją niezależnością brakiem uległości, zabieracie facetowi to do czego jest powołany i od zawsze był stworzony.

Aga
Gość
Aga

“Decyzje podejmuje brat bo wiem, że się do tego lepiej nadaje” – dokładnie. Podejmuje, bo lepiej się do tego nadaje a nie dlatego, że jest mężczyzną.
Tak samo w opisanym przeze mnie przykładzie kobieta podejmuje decyzje w sprawie finansów, bo lepiej się do tego nadaje.
Rodzina to nie jest statek albo firma. Organizacje mają jakieś określone cele, stanowiska określone zadania. Rodzina jest zbyt wielowymiarowa żeby dała się porównać do takich tkanek

Szymek
Gość
Szymek

Naturą kobiet nie jest rządzenie – może jest kilka procent kobiet, które się do tego nadają i odczuwają przyjemność z tego, że podejmują decyzje. Wy chyba naprawdę nie rozumiecie swojej natury – nam się podobają kobiety kobiece, Wam męscy mężczyźni, kobieta lubi jak facet jest decyzyjny i rządzi. Taka sytuacja obrazowa – jest szczelnie zamknięte pomieszczenie i w pomieszczeniu znajduje się kobieta i facet, nagle do pomieszczenia zaczyna lać się woda, kobieta krzyczy zaczyna i wołać ‘Boże co zrobić, co zrobić, ratuj’ i zaczyna płakać… Facet jakoś rozbił ścianę i się wydostali – kobieta rzuca się w jego ramiona i się całują. Teraz odwróć tą sytuację – myślisz że na końcu kobieta rzuci się w ramiona faceta ??? Oczywiście sprowadziłem sytuację do absurdu aby pokazać mechanizm działania, bo mogli się nad tym razem zastanowić ale czy na pewno wtedy facet by zapunktował kobiecie jakby z nią konsultował czy wziąć siekierkę i rozpieprzyć ścianę – pozdrawiam.

Aga
Gość
Aga

Jeśli u Ciebie punktuje kobieta, która w sytuacji kryzysowej jedynie krzyczy i zalewa się łzami to Twoja sprawa.
Bitwa na absurdy! Kobieta pediatra, zdając sobie sprawę, że decyzyjność nie leży w jej naturze, każdą przyjętą strategię leczenia dziecka konsultuje ze swoim mężem- informatykiem.
Również pozdrawiam.

Quasimodo
Gość
Quasimodo

Nie dokońca mała, załóżmy że facet jest kucharzem i prowadzi pizzerie czyli biznesik, natomiast żona po studiach ekonomicznych zajmuje sie w corpo przekładaniem papierków lub wygłasza przemówienia robotnikom na produkcji. Czy w takiej sytuacji też ma oddać kobiecie ster finansowy, watpie chyba ze ma tyle na głowie ze odda jej władze ale przy wiekszych decyzjach i tak bedzie chciał miec kontrole albo chociażby wgląd. WYKSZTAŁCENIE O NICZYM NIE ŚWIADCZY JEST TYLKO PAPIERKIEM.

Aga
Gość
Aga

Owszem, papierek często o niczym nie świadczy. W moim przykładzie chodziło jednak o kobietę która zna się finansach 😉 nieważne mężczyzna czy kobieta, jeśli ktoś się na czymś lepiej zna to się tym zajmuje. To najefektywniejsza relacja

Maja
Gość
Maja

Myślę, że autorowi nie chodziło o podział ról na “żeńskie” czyli gotowanie, sprzątanie, pranie, prasowanie i na “męskie” czyli wszystko inne. Jeżeli kobieta lepiej się czuje w zarządzaniu finansami a mężczyzna w gotowaniu, to jeżeli umówią się na taki podział to nie ma w tym niczego złego.
Bardzoej chodziło o to, że kobiety pomimo “partnerstwa” są stroną dominującą w związku. To one wydają “polecenia” i to nawet nie wprost tylko w stylu “domyśl się”, domagają się starania się o nie, podczas gdy dają prawie nic. Cała propaganda jaką obserwujemy jest wycelowana w mężczyzn, żeby wmówić im poczucie winy za to, że są mężczyznami, czyli umniejsza ich pozycji.

Aga
Gość
Aga

“To kobieta w partnerstwie mówi co jest ważne, a mężczyzna się dostosowuje i wykonuje prace, a także nierzadko pozwala na kontrolę wydatków przez kobiety. Partnerstwo oznacza dominację kobiety, która wyznacza tory działania, czyli jest odwróceniem patriarchalnych ról nazywając to inaczej. ”
Odnoszę wrażenie, że tekst tyczył się również podziału na tradycyjne role.. A komentarze pod nim utwierdzają mnie w tym przekonaniu.
Termin “partnerstwo” jest często przedstawiany w krzywym zwierciadle w powyższym wpisie.
Gdzie obserwujesz tego typu propagandę? Pytam poważnie a nie zaczepnie. Osobiście spotykam się raczej z coraz większym naciskiem na to zdrowe partnerstwo właśnie. I zwracanie uwagi na to, że mężczyźni również mają uczucia, również mogą płakać, również mogą (powinni) być aktywnymi rodzicami. A pracujące kobiety nie mają obowiązku brać wszystkich zajęć domowych na swoje ramiona

FanatykMGTOW
Gość
FanatykMGTOW

“Gdzie obserwujesz tego typu propagandę? Pytam poważnie a nie zaczepnie. Osobiście spotykam się raczej z coraz większym naciskiem na to zdrowe partnerstwo właśnie. I zwracanie uwagi na to, że mężczyźni również mają uczucia” – co prawda nie do mnie pytanie, ale propagandę obserwuję w Polskim Radiu, oraz na Onecie. Objawia się ona tym, że mnóstwo mówi się o potrzebach kobiet, o tym jak powinny realizować swoje pasje, niestereotypowe cele życiowe, a o mężczyznach tylko w kontekście tego, jak powinni “partnersko” dzielić się wspólnym obowiązkiem realizowania tego, na czym zależy kobiecie.

Schirixxl
Gość
Schirixxl

Mam 27 lat. W wieku 18-24 lat bawiłłem się w podrywacza. Wychodziłem na miasto i zaczepiałem dziewczyny. Garściami zdobywałem numery telefonów, spotkania leciały jak krople w ulewie. Mimo młodego wieku świetnie radziem sobie z kobietami. a na forach pua cieszyłem się sporym autorytetem.

Potem od 2015 coś się zmieniło. Dziewczyny nie reagowały pozytywnie na zaczepki. Wiele z nich przestało traktować podryw na ulicy jako coś niesamowitego, oryginalnego. Zacząłem być postrzegany za nieudacznika, co to gania za dziewczynami. Zapisałem się na siłownię, zadbałem o styl – fryzura ubrania i wyglądam nieporównywalnie lepiej niż kiedyś. Mimo wszystko moja mniej doświadczona wersja, z gorszym wyglądem wypadała znacznie lepiej.

W 2012 podchodziłem w centrum handowym, a one niemal wszystkie uśmiechały się i podobało się im, że ktoś podszedł. Teraz sprawiają wrażenie oburzonych.

Wydaje mi się, że przyczyną zmiany jest internet. Dziewczyny mogły jedynie poznać faceta w grupach = szkoła, praca, krąg znajomych. Każdy zatem nowy chłopak był na wagę złota. Dzisiaj to nie robi wrażenia, bo zaczepiają ich na fejsach i portalach randkowych. A i też mają większy dostęp do tutoriali, porad związanych z wyglądem przez co lepiej wyglądają i mają większe wymagania. Widują też mężczyzn co raz bardziej zadbanych i stąd ich wymagania rosną. Śmieszy mnie, że w Polsce chłopaki są tacy wystrojeni – fryzury i modne ubrania, zestawione sztucznie na wzór modowych blogów, jakby każdy szedł na kasting top models. Oni sami podnoszą poprzeczkę i potem się dziwią skąd u dziewczyn takie wymagania. Ale to też wzięło się z internetu. Ta cała moda na siłownię, fryzury i ubrania, to sztuczny wymysł. Wygląda się lepiej, ale 10 lat temu “niezadbany” klient miał większe powodzenie niż obecny wypindrzony łepek. Powód jest oczywisty – dawniej byłeś z wyglądu tacy jak wszyscy i wybijaeś się chraakterem , byłeś ok. Dzisiaj jak o siebie nie zadbasz w kolejsce stoi 10 innych zrobionych.

Szymek
Gość
Szymek

Dokładnie – tym bardziej, że w tej chwili większość młodych ludzi wyjeżdża z małych miasteczek oraz wsi do wielkich miast i ludzie głupieją od natłoku opcji – po prostu głupieją, tutaj chłopak zagada, tam się coś dzieje, cały czas są emocje, jeszcze jak zauważyłeś jest internet czyli na każdym kroku w kobiecej głowie są pokusy – ma milion opcji – wbrew temu co mówią trenerzy uwodzenia, na pewnym stopniu atrakcyjności zbudowanie trwałego, stabilnego związku jest praktycznie niemożliwe, a dzięki kosmetykom każda może wyglądać jak księżniczka – pokazywałem swoją byłą dziewczynę kumplowi z make-upem i bez nieprawdopodobna różnica.

Henia
Gość
Henia

Partnera to można mieć do tańca lub do robienia interesów. W związku jest inaczej. Kobieta i mężczyzna mogą się dowolnie wymieniać obowiązkami (mężczyzna może sprzątać i gotować, kobieta naprawiać kran i zarabiać pieniądze), ale jest jedna niezmienna rola, którą się nie wymienią. Mianowicie ciąża i poród. Bo czym to „wyrównać”? Niczym. To jest największa „nierówność” między płciami, która determinuje pewne predyspozycje. Kobieta potrzebuje w tym czasie ochrony i feministyczne zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni. Z tego względu powinna być uległa i zdać się na mężczyznę. W ogromnym skrócie. Mąż odpowiada za to co na zewnątrz (bezpieczeństwo + niezbędne zasoby). Żona odpowiada za to co wewnątrz (relacja rodzinna i wsparcie dla „walczącego” w zewnętrznym świecie męża). Jak ktoś wyżej napisał, kapitan może być jeden. Dodałabym, że mądry kapitan wie, że nie jest alfą i omegą, więc potrzebuje wsparcia w decyzjach. Z tego powodu kobieca uległość nie ma się sprowadzać do wykonywania rozkazów, jak to niektórzy rozumieją.

LastTimeLooser
Gość
LastTimeLooser

Wogóle to słowo “partnerstwo”… wam też kojarzy się tak biznesowo i przedmiotowo? Ja o wiele bardziej lubię jak się mówi “jesteśmy parą” a nie “partnerami”.

Henia
Gość
Henia

To słowo jest okropne! Bezpłciowe, oderwane od związku uczuciowego. Poza tym, zaczęło się to chyba od homoseksualistów, którzy faktycznie wnoszą do relacji to samo. Nie uzupełniają się wzajemnie, bo będąc tej samej płci, ich mózgi w ten sam sposób przetwarzają informacje.

FanatykMGTOW
Gość
FanatykMGTOW

“Nie uzupełniają się wzajemnie, bo będąc tej samej płci, ich mózgi w ten sam sposób przetwarzają informacje.” – Przyjaciele też zwykle są tej samej płci, a jednak pomimo – a może wręcz dzięki – podobnemu przetwarzaniu informacji wnoszą dla siebie nawzajem bardzo dużo. Po prostu życie ma bardzo wiele elementów, nad którymi rzadko się zastanawiamy – i nie wiemy co konkretnie drugi człowiek wnosi, natomiast jego towarzystwo daje radość.

Tak na prawdę to te wzajemne uzupełnianie się kobiet i mężczyzn to występuje tylko w kontekście płodzenia i wychowywania/utrzymywania dzieci, bo w innych aspektach życia, to jednak mężczyźnie lepiej się spędza czas z mężczyzną niż kobietą (za kobiety – i z kim im się lepiej spędza czas – się nie wypowiadam).

Olga
Gość
Olga

Może zaskoczę autora, ale nie wszyscy mężczyźni są dominujący i dobrze czują się w rolach przewodników, a nie wszystkie kobiety są uległe i dobrze czują się w roli podporządkowanej. Jeśli w związku są osoby, spośród których to kobieta jest bardziej dominująca a mężczyzna uległy to dlaczego na siłę miałoby się zmieniać te role?

FanatykMGTOW
Gość
FanatykMGTOW

Akurat co do uległości kobiet… gdy patrzę na pary w miejscach publicznych, to kobiecej uległości nie widzę praktycznie wcale. Jest albo ewidentna dominacja kobiety, albo walka o dominację. Moje obserwacje prowadzę głównie w parkach i na dużych dworcach kolejowych (dworce, zwłaszcza przy okazji spóźnień pociągów, są doskonałym miejscem do obserwacji która osoba dominuje). Oczywiście mój główny cel wizyt w tych miejscach jest inny niż obserwacja tychże interakcji.