Chemia miłosna między ludźmi. W jaki sposób powstaje i w jaki sposób jest niszczona?

Chemia miłosna między ludźmi, a do tego posiadanie “tego czegoś” – bardzo to niezrozumiałe dla wielu terminy, a jakże potrzebne do tego, by budować związki w dzisiejszych czasach, w których wróciliśmy do jaskiniowego dobierania się w pary (emocje motywują, emocje zniechęcają, emocje rządzą rezultatami). W krajach “zachodnich” to kobiety wyznaczają kiedy chemia jest, a kiedy jej nie ma, czyli są płcią selektywną, ale paradoksalnie żyją w krainie różowych baśni – gdzie ta chemia po prostu się “staje”. Gdzie pragną rzeczywistości miłosnej, która tak naprawdę istnieje tylko w ich umysłach, a niekoniecznie twardo stąpają po zmieni – nie czuciem, a czynem. Dla nas mężczyzn wygląda to inaczej, ponieważ nie jesteśmy, a raczej nie możemy być płcią bierną i żądać spełniania naszych zachcianek tylko z tytułu urodzenia się mężczyzną. Mężczyzna musi być liderem i pracować nad tymi cechami – kobieta zazwyczaj podąża, szanuje i… no właśnie, ostatnio nie podąża ani nie szanuje, a mężczyzna zapomniał jak prowadzić związki, więc baśnie nie mają tak wielu szczęśliwych zakończeń. Ciekawy temat? Zapraszam.

UWAGA: Jeśli nie chcesz, by strona zniknęła z internetu, a twórcy mieli motywację do jej comiesięcznego prowadzenia, czy może chcesz podziękować za włożoną pracę, zapoznaj się z tematem:

Wsparcie strony i autoraMożesz zostać dobrowolnym darczyńcą - kliknij, by dowiedzieć się więcej

 

Czym ta miłosna chemia jest?

pixabay.com

Oczywiście i przede wszystkim uczuciem. Chemia wiąże się z całym spektrum różnych emocji i ich UMIEJĘTNOŚCIĄ WYRAŻANIA (fizycznie, seksowną mową ciała i słownie – intelektualnie). Chemia to emocje tak naprawdę pierwotne: poczynając od przyjemności, po czasami raniącą tęsknotę, radość związaną z tym, że dwie osoby w tym samym czasie nadają na jednych falach, a do tego atrakcyjną dla nich fizycznie i co za tym idzie która aktywuje seksualne pożądanie. Warto się tym cieszyć, bo przecież osoby tknięte obustronną chemią mają ochotę sprawdzić jaka ona jest w środku, prawda? Słodka, gorzka, a może pikantna? I uwaga – jeśli chemia NAPRAWDĘ jest, to praktycznie co byśmy głupiego nie zrobili, to będzie nam z początku wybaczone. Tolerancja zmniejsza się wraz z ustąpieniem zauroczenia, czyli gdy występują kłótnie, kobieta tworzy męczące shit-testy, brakuje seksu i innych czułości, czy miłych słów. Jedne pary mają chemię miesiąc czasu, inne 2 lata, a jeszcze inne całe życie, ale to właśnie dlatego, że nie tylko pasują do siebie genetycznie, intelektualnie i emocjonalnie, ale też sami starają się tę chemię podtrzymywać konkretnymi zachowaniami i podejściem (w tym np. męską nauką o kobiecej naturze, a nie uważaniem, że wystarczy być “dobrym, miłym i szanować, a wszystko się ułoży”). Słyszeliście kiedyś, że love is never-ending story? Jest, ale pod warunkiem, że piszemy wspólnie jej scenariusz.

U mężczyzn chemia, tak jak i zakochiwanie się pojawia się szybciej, niż u kobiet, ponieważ kobiety mają swoje fizyczne atuty, które działają na nas silniej, a my musimy mieć inicjatywę i w tym momencie pojawia się motywacja do tego, by podejść do tej kobiety, zagadać, poznać ją i oczywiście jak najszybciej wylądować z nią w łóżku, a potem może stworzyć związek. Po drugiej stronie kobiece podniecenie tak szybko jest trudno osiągnąć, ponieważ upraszczając nie mają aktywnego libido i organu płciowego w ten sam, gwałtowny sposób reagującego na oznaki atrakcyjności. Kobiety podniecamy poprzez kontakt cielesny z nimi, który rozpoczniemy my, ale do którego one muszą dopuścić. Natura nauczyła je być ostrożniejszymi i wybredniejszymi w selekcji, dlatego u kobiet myśl o seksie raczej nie pojawia się w pierwszej kolejności. Aby kobieta chciała z nami otworzyć się fizycznie, najpierw musi chcieć otworzyć się mentalnie, bo wszyscy wiemy, że jednak ludzie w dużej mierze zakładają maski w konkretnych sytuacjach. To otwarcie to po prostu pozwolenie na bycie w pełni sobą, z akceptacją i zaufaniem, żeby kobieta wiedziała, że nasza relacja jest w jakiś sposób wyjątkowa. Kobiety podniecamy też grą słowną i skojarzeniami. Kobiety podniecamy w mniejszym stopniu wyglądem, ponieważ by się podniecić wymagają zdecydowanie więcej (podoba im się maksymalnie 20% mężczyzn i tylko w tych zakochują się pierwsze). Reszta mężczyzn prowokuje chemię, “stara się”, czyni działania, aby zależna psychika kobiet odpowiedziała reakcją hormonalną na męskie zaloty i zakochała się jako druga w kolejności (lub wcale, jak w wielu związkach trwających z innych powodów, niż miłość, ale tam jak wiemy seksu nie ma za często). Bo jak to kiedyś mi powiedziała jedna z kobiet, która nie mogła zrozumieć jak to się stało, że zapomina o “bożym świecie” gdy jest ze mną i o mnie myśli, że nie umie funkcjonować z nadmiaru uczuć: nie wiem czemu Cię aż tak mocno kocham – chyba to dlatego, że Ty mnie tak mocno kochasz. I jest w tym wiele prawdy, bo kobieta będzie lustrem męskich emocji wobec niej, a następnie dopiero mężczyzna będzie lustrem jej emocji wobec niego. Zawsze zapoczątkowuje to inicjujący znajomość i prezentujący swoje walory mężczyzna.

Pamiętajmy, że to też nie oznacza, że każdy kochający mężczyzna odda lustrzanie swoją miłość każdej kobiecie – bo najpierw ona musi do tego wszystkiego dopuścić, zaakceptować. Możemy za to odbić lustrzanie inne emocje, które ułatwią danej kobiecie decyzję o akceptacji, ale o konkretnych atrybutach i zachowaniach napiszę w części drugiej.

Odczuwanie chemii przez samicę nigdy się nie myli!

Ocena “chemiczna” (emocjonalna) jest najbardziej pożyteczna w świecie zwierząt, ponieważ w ten sposób samica ocenia zdolność samca do zaopiekowania się nią i ewentualnym potomstwem, ale też ocenia swoim podnieceniem atrakcyjność samczej dominacji, czyli po prostu czy ma męskie, atrakcyjne cechy (fizyczne, intelektualnie i psychicznie). Dopóki chemia trwa kobiety mówią w pozytywnym słowa znaczeniu – “wziął sobie mnie, jakbym była jego własnością, a ja straciłam umysł przez niego”. Jeśli kobieta dobrze wybierze komu ulec i kogo szanować, a także umieć pracować and miłością wspólnymi działaniami, to ma jak w banku zapewniony świetny związek. Ale jednak często jest tak, gdy polujący w naturze samiec zostaje udomowiony to się twierdzenia kobiety zmieniają na “zgwałcił mnie, molestował, zmanipulował, zmarnował życie i wszystko co złe stało się przez niego” 😉

W świecie ludzi staramy się (często nieudolnie) kontrolować swoje zwierzęce instynkty, narzucamy normy moralne i kulturowe, aby wszystkim się łatwiej żyło, a nawet budujemy “równouprawnienie” płci. I teraz w tym kontekście kobiety jako równe mężczyznom powinny zacząć dbać o chemię i miłość na równi z mężczyznami. Powinny być za nie równie odpowiedzialne, a z tym jest problem, bo nadal kobiety premiują mężczyzn-zdobywców (świadomie) i mężczyzn-manipulatorów (nieświadomie), a wszystko to jest wynikiem bierności kobiet i niskiej chęci na inwestowanie w mężczyzn, pomimo poczucia bycia równą. Po prostu – czy mężczyzna ma naturalnie testosteronową chęć zdobywania, czy zdecydowanie wygodniej jest mu manipulować emocjami kobiety (tj. zresztą podobne kobiety to robią z męskimi emocjami, czy poczuciem męskości), zawsze inicjatywa stoi po stronie tych mężczyzn, a kobieta jedynie jest przyjmującą, lub odrzucającą. To ona, a raczej jej emocje wydają werdykt, nie za bardzo przyczyniając się do rezultatów. Na drugim biegunie są logiczni, stabilni mężczyźni, którzy próbują logicznie negocjować np. pożądanie kobiety mówiąc – przecież mam takie i takie cechy – powinnaś mnie pożądać. To jest logiczne! Jest, ale emocje nie są logiczne, bo za nie odpowiada tzw. gadzi mózg, czyli ich prehistoryczna część, kierująca nas do rozmnażania i przetrwania nawet w pokrętny sposób, a następnie duży wpływ na nasze reakcje emocjonalne i potrzeby ma podświadomość budowana w dzieciństwie. Zanim informacja płynąca z gadziego mózgu dotrze do logicznego mózgu, to już zdąży się z nim pokłócić. A że mózg logiczny jest stosunkowo nowy, ten ulega części ewolucyjnie starszej i bardziej doświadczonej jedynie racjonalizując, czy usprawiedliwiając swoje wybory i decyzje zbudowane jednak na podstawie pragnień mniej logicznych, niż by się zdawało.

I cóż, męska chemia wobec kobiet często jest zbudowana na mniej głębokich podwalinach, bo mężczyznom podoba się zdecydowanie więcej kobiet, niż kobietom podoba się mężczyzn – efekt aureoli zdecydowanie częściej dotyka fizycznie pięknych kobiet, dlatego też właśnie najlepszym wyznacznikiem przyszłej jakości związku jest chemia odczuwana przez kobietę i jej podążanie za mężczyzną, nie na odwrót. Nie ma co obrażać się na świat, ale i nie ma co żyć w zakłamaniu – tak jest, więc trzeba znajdować rozwiązania.

Inne kulturowe role damsko-męskie w tworzeniu chemii

Kulturowo, choć bez mówienia wprost uznajemy, że chemię mają tworzyć mężczyźni (świadomie, bądź nie). To my podchodzimy do kobiet i my jesteśmy ewentualnie odrzucani, zazwyczaj właśnie dlatego, że to kobieta nie czuje z nami chemii. Dzięki wychodzeniu z inicjatywą uczymy się poprawnego reagowania na odrzucenie, ale też aby efekt był dostatecznie dobry mężczyzna musi być pewny siebie (jego emocja nie może być słabsza przez np. destruktywny shit-test kobiety). Dla wielu mężczyzn jest to dobijające, że nie wiedzą do końca co mają uczynić, jakie rozwiązanie ma sprawić, a może technika podrywania, by kobieta chemię poczuła. Dla niej jest to z reguły samoistne, bezwolne, ponieważ ona nie ma inicjatywy, to nie ona się “stara”, ona nie jest aktywna, więc zakłada swoje okulary w których jedynie czuje różne rzeczy (pasywny odbiór), a mężczyzna musi te wszystkie rzeczy rozumieć i jeszcze je stworzyć (aktywny). I tu też jest szkopuł. Dla wielu kobiet “tworzenie” chemii to manipulacja i kłamstwo, ponieważ one potrafią sądzić, że wszystko się dzieje samoistnie, że to “ma być” i już, że jest to coś stałego, że nie trzeba BRAĆ ZA NIĄ ODPOWIEDZIALNOŚCI. To samo z miłością i pożądaniem. Albo jest, albo nie ma. Ale tak naprawdę cały ciężar za wynik relacji spoczywa na mężczyznach, którzy muszą kombinować jak sprawić, by kobiecie było dobrze, przyjemnie, by była szczęśliwa, by ją wesprzeć w słabościach, biedzie i niedostatku, by czuła się kochana i żeby na końcu usłyszeli, że to ich wina, że nie wyszło, że się skończyło, że kobieta jest oziębła seksualnie. Przecież to Ty mnie chciałeś, Ty wybrałeś, trzeba było wiedzieć co robisz – powie nieodpowiedzialna, niedojrzała kobieta i będzie widziała tylko winy po drugiej stronie. Zrzucając odpowiedzialność z kobiet za efekty związków budujemy w nich narcyzm – czyli uczymy myślenia życzeniowego nad światem, marzeniami, idealistycznie i naiwnie, albo wręcz roszczeniowo, niżeli inwestycji tyle ile wkładać muszą mężczyźni. Pamiętajmy, że ostatnimi czasy na polu związków i płciowości jest niezły ambaras, ponieważ pomieszano role, mężczyźni słyszą sprzeczne sygnały jacy powinni być, a mimo wszystko kobiety pragną zachować dawne przywileje: nie piszę pierwsza, nie mam inicjatywy, zdobywać ma mnie mężczyzna, płacić ma mężczyzna, przyjeżdżać mężczyzna, ale jednocześnie kobieta jest równa. Dlatego wszelkie równe kobiety też powinny chcieć spełniać potrzeby mężczyzn, chcieć rozumieć mężczyzn i rozumieć swój własny wpływ na to co się dzieje w ich życiu – w tym w budowaniu chemii i miłości.

Główne składowe chemii miłosnej

  • Pożądanie/atrakcyjność fizyczna – bardzo często zaprogramowana w dzieciństwie, lub w pamięci genetycznej: albo szukamy podobnych partnerów do naszych rodziców (aczkolwiek różnych genetycznie, by dziecko było zdrowe – tutaj świetny wyznacznik to pożądanie kobiety, które zawsze ma “rację” w tym względzie), albo kogoś kogo widywaliśmy w dzieciństwie często i go lubiliśmy, choć raczej jest to nadal racjonalizacja. Jeśli kobieta negocjuje pożądanie sama ze sobą, czyli np. tłumaczy sobie, że “on jest miły, dam mu szansę”, niżeli mówiąc sama sobie “pragnę go w łóżku”, to już nie jest to prawdziwa chemia.
  • Wzorzec rodzinny, czyli typ osobowości, typ inteligencji, doświadczenia – podobieństwa, dzięki którym lepiej się rozumiemy i podobny “typ” człowieka. Dlatego też czasami poznajemy kogoś i “znamy się jak łyse konie” praktycznie od razu. Rozmowa idzie bardzo płynnie i naturalnie, ponieważ tak naprawdę znamy już to środowisko, jest nam znane, jest nasze, tylko brakowało do tego podobnej w rdzeniu drugiej połówki. A, że wzorzec rodzinny może być toksyczny to także dodamy do tego punktu np. wiązanie się osoby zaburzonej z zaburzoną. Nie istnieją sytuacje, że osoby zdrowe wiążą się z zaburzonymi. Zdrowa nie odczuje pozytywnych wibracji do osoby zaburzonej i na odwrót. Osoba zaburzona nie będzie za bardzo rozumiała się z osobą zdrową. Każda osoba powiela swój schemat rodzinny. Póki jest swojego zaburzenia nieświadoma i nie pracuje nad nim, to będzie przyciągać inne zaburzone jednostki. Dla przykładu narcyzi, którzy operują skrajnościami mogą swoje przeciwne typy przyciągnąć (sadystyczny z masochistycznym), by zrealizować swój program destrukcji. Ewentualnie kobieta borderline z silnym rysem narcyzmu sadystycznego zazwyczaj “uczepia” się mężczyzny-narcyza masochistycznego, zbyt empatycznego człowieka, któremu brakuje kręgosłupa, którego stopniowo niszczy. Jeszcze inny przykład to częste wiązanie się ludzi z rodzin alkoholowych z ludźmi z problemami alkoholowymi, lub pochodnymi – bardzo często socjopatia wchodzi w grę w takich rodzinach. Zawsze bawi mnie to, jak przedstawia się afery związkowe i jedna strona w nich niby ma być 100% ofiarą, a druga w 100% twórcą zła. To nie do końca tak działa, bo oni w głębi są podobni i realizują swoje schematy.
  • Nasze aktualne emocje: czyli jeśli czujemy się słabo, to ktoś przy nas może się czuć słabo (to ważne w kontekście atrakcyjności!), osobowość krytykancka, szukająca zaczepki, zapamiętująca najmniejsze wady, widząca tylko zawód na ludziach, a nigdy na sobie, czyli niechcąca pracować nad sobą, żądająca akceptacji, gdy sama nie akceptuje. I najważniejsze: wspólne poczucie humoru. Chyba nic tak nie scala jak śmianie się razem z tych samych rzeczy, słów, czy sytuacji.
  • Wyłącznie u kobiet: w czasie miesiąca kobieta ma inne preferencje seksualne (w tym fizyczne i osobowościowe – KLIK), więc jeśli nie ten typ mężczyzny co trzeba podejdzie do kobiety w niedogodnym czasie – chemii między nimi nie będzie, lub będzie słabsza, niż w innych dniach.
  • Pewne przeciwieństwa związane z tym, że pragniemy, by się uzupełniać – czyli po prostu mówiąc wprost jest to podświadoma lub świadoma kalkulacja korzyści. Dla przykładu dominująca osoba potrzebuje uległej, decydująca i lider chce kogoś kto da się poprowadzić, ktoś nerwowy potrzebuje spokoju, ktoś nieumiejący podejmować decyzji, chciałby kogoś kto umie decydować, ktoś z problemami chce kogoś kto pomoże w problemach.

Ostatni punkt to pułapka, bo łatwo się uzależnić od takiej osoby, czyli nie do końca tworzyć zdrową miłość, a miłość zależną. Choć jeśli ludzie są świadomi siebie, swoich cech i swoich potrzeb, to mogą odpowiedzialnie się na to zgodzić. Oczywiście pamiętając, że jeśli ta osoba odejdzie, czy coś jej się stanie, to musimy wiedzieć, że znowu zostajemy sami z naszymi brakami.

Dzisiaj żyjemy w mocno niedojrzałym społeczeństwie, ponieważ nie skupiamy się na obowiązkach, wytrwałości i odpowiedzialności, a emocjach i korzyściach, czyli egocentryzmie i narcyzmie, zamiast dojrzałości. Chcemy, by chemia trwała wieki, by to ona motywowała nas do bycia “dobrymi” i “kochającymi”, a nawet pożądającymi, niżeli sami sobie narzucamy takie standardy zachowań i konkretnie określamy czego oczekujemy od siebie samych, by móc dać to innym. Wcześniej było łatwiej, ponieważ było to narzucone (choćby w rolach płciowych). Dziś ludzie po prostu czegoś CHCĄ, czegoś sobie ŻYCZĄ, a nawet sobie ROSZCZĄ, niżeli potrafią zawsze dawać realny wkład i realnie pracować nad relacjami. Bo na pewno każdy już słyszał takie truizmy jak “nad związkiem trzeba pracować”, ale kto rzeczywiście pracuje i jak? Pamiętam historie kobiet, które uznawały, że praca nad związkiem w ich wykonaniu to… rozmawianie ze swoim mężczyzną. Tyle, że w tych rozmowach oczywiście były wyrażane przez nie coraz bardziej rosnące oczekiwania i krytyka skierowana wyłącznie w jedną ze stron. Spełnisz jedno, chcą drugie, więc kobieta żąda, mężczyzna pracuje, a ta kobieta nazywa to “wspólną pracą”. Żeby działać na przekór sobie, by kogoś uszczęśliwić? Nie ma szans. Egoizm wygrywa, a więc niedojrzałość.

Każdy zna truizmy, każdy powie sobie w jednym zdaniu co wystarczy robić, by związek przetrwał, a jakoś te związki jak się nie rozpadają, to trwają w nieszczęściu, lub z powodów innych, niż miłość (np. przywiązanie, uzależnienie, zasoby finansowe, presja rodziny i znajomych, lęki przed samotnością, czy wyjazdami – czyli ryzykiem).

Aktualnie średni czas trwania związków w np. USA to około 2,5 roku, czyli jest to mniej więcej maksymalny czas, kiedy nawet najsilniejsza chemia działa samoistnie, a my nie robimy nic, by przedłużyć dobry stan. Co zabawne to kobiety w zdecydowanej większości kończą związki i składają pozwy rozwodowe. To często te same kobiety, które wklejają obrazki na swoje strony facebook’owe jak to staruszkowie trzymają się za ręce – wszak kiedyś to się naprawiało, a nie wyrzucało. Te same, które wklejają cytaty, że w miłości jedno podciąga ku górze te drugie, gdy jest w dołku. Te same, które mówią, że trzeba nad związkami pracować i jak bardzo romantyczność, wsparcie, czy troska są ważne. Ale jak widać, to wszystko to są jedynie oczekiwania wobec mężczyzn, a nie od siebie.

Nasze przeżycia, to nasze myśli i zachowania wobec innych

O czym dokładnie mówię? Jesteśmy dla ludzi lustrem siebie samych. Oni się w nas odbijają i my widzimy w nich to co tak naprawdę chcemy widzieć. Każdy ruch, który wykonamy, każdą emocję którą czujemy, będzie mieć odzwierciedlenie i w ludziach, których przyciągniemy i efektach jakie uzyskujemy. To nasze cechy przyciągają dany typ ludzi do nas i nasze wymagania wobec ludzi pozwalają im zostać, lub ich skreślić. Jeśli są nieokreślone, jeśli nie znamy rozwiązań problemów, to lustro nam powie dokładnie to samo – “nie wiem” i będziemy czuć frustrację. Osoba inteligentna i dojrzała w takim momencie zaczyna szukać rozwiązań, niedojrzała winić innych i to najczęściej trafiając kulą w płot, ponieważ umysł zawsze podpowiada drogę na skróty (obwinia coś powierzchownego, jak ostatnią kłótnię o nic szczególnego), a między ludźmi taka droga nigdy nie daje pozytywnych rezultatów.

Przykład lustrzanego odbicia. Jeśli ktoś nie odczyta naszych zamiarów, to możemy mu o nich powiedzieć, ponieważ chcemy dobrze (dobre intencje), a możemy się automatycznie zdenerwować na tę osobę uważając ją za wybrakowaną (złe intencje przerzucone na drugą osobę, aby obronić swoje emocje i zracjonalizować je).

Jednym słowem to my naszym podejściem do drugiej osoby możemy prowokować nasze własne rezultaty. Jeśli sądzimy, ze ludzie są naprawdę do bani, nawet gdy ich nie poznamy bliżej, to oni wyczują w nas te podejście i zwrócą wynik, że są do bani, nawet gdy na co dzień nie są. Przykład: Osoba A wymawia głośno jacy to źli są ludzie. Osoba B pyta, czy ona też? Osoba A odpowiada: Oczywiście, że też. Osoba B odpowiada, że osoba A jest idiotką. Co się dzieje? Jest konflikt.

Co najlepsze osoba A sądzi, że ma rację w tym momencie – ludzie są źli i konfliktowi! A tak naprawdę sama zaogniła go, sama go stworzyła, sama nim właśnie żyje. Ale ona nie widzi swojej roli w tym, nie chce być za nią odpowiedzialna, więc widzi jedynie ten negatywny rezultat.

Gdyby podeszła w taki sposób – chcę Ci pomóc, chce spytać co u Ciebie, ale nie żeby wykorzystać te dane do rozgadywania, tylko serio się zatroszczyć, chce sprawić Ci radochę i przyjemność – bo ludzie wewnątrz są dobrzy, tylko “szczęściu trzeba pomóc”. Dać dobry czyn. W takiej sytuacji nawet te “złe” osoby mogłyby dostać zapalenia styków mózgu i zachować się lepiej, niż mają w standardzie. Naprawdę zapomina się, że dobro rodzi dobro, przemoc rodzi przemoc, a chemia rodzi chemię!

Jeśli nie otwieramy się na ludzi, na dawanie im dobrych czynów bezinteresownie, to nigdy, przenigdy nie zdobędziemy pozytywnych zwrotów energii. Jak zaczniesz dzień następnym razem? Narzekaniem, że ktoś nie zrobił Ci herbaty? A zrób komuś, popatrz, że to też przyjemne, gdy ktoś dzięki Tobie jest szczęśliwy! Niestety najwięksi egoiści czytając to co napisałem odwrócą sobie to wszystko i powiedzą: tak, inni powinni dla mnie robić więcej, a mój limit się wyczerpał! Czekam na 8 porcji herbaty!

No i dobrze, tylko póki będą winić innych o swoje złe rezultaty, to nigdy nie wyjdą z bagna złych zwrotów energii i braku chemii z kimkolwiek, lub będą tworzyć chemię powierzchowną, bardzo często opartą na manipulacji emocjami. I jedyne jakiej “prawdziwej” chemii zaznają, to co najwyżej przy zalaniu się alkoholowym z powodu oczywiście “złych ludzi”, których spotykają, a tak naprawdę swojego złego podejścia, złego charakteru i niechęci, lub braku umiejętności do szanowania ludzi, lubienia ludzi i kochania ludzi. Nie neguję, że ci ludzie mogli spotykać kogoś “złego” i oni w tym wszystkim są niewinni, ale jeśli nie zmienią podejścia, to nie zmienią odpowiedzi zwrotnych.

Ludzie też lubią gdy się w nich wierzy, a nie z góry zakłada, że sobie nie poradzą, że i tak nie nauczą się, że coś zepsują. Takie zachowania tworzą nerwowy charakter, niechęć do ludzi i nieufność do ludzi. Cóż, zazwyczaj zaczyna się to od rodziców, a przecież wiadomo w jakich czasach żyjemy: ciężka praca, kłopoty rodzinne, różnie jest ze zdrowiem i służbą zdrowia, prawo nie zawsze działa na korzyść ofiar. Dlatego nawet jeśli system nie jest wydolny, to ludzie tacy być nie muszą, a już na pewno nie w domu – twierdzy, w której powinno być zawsze lepiej niż “w gołym świecie”. Dlatego dobrze jest podchodzić do nowej osoby z którą chcemy tworzyć relację, w ten sposób jakby zapraszać ją do naszej twierdzy i jakby miała być jej członkiem. Ktoś nie doceni, to się mu drzwi zamyka.

I to by było na tyle w tym odcinku. Pamiętajmy, że chemia nigdy nie jest w 100% stałym odczuciem i stanem, dlatego nikt nie powinien zrażać się chwilową “zapaścią”. Trzeba wziąć sprawy we własne ręce i przygotować grunt do nowych emocji, kiedy tylko nadarzy się już dobra okazja. Pomyśleć co można zrobić. Ale oczywiście do tanga trzeba dwojga – warto, by dwie osoby w związku były tego wszystkiego świadome. W kolejnej części rozpiszę praktyczne rady budowania chemii w kontekście tego, o czym czytacie na mojej stronie.

Jeśli podobają Ci się nasze teksty, są w jakiś sposób przydatne i chcesz być powiadamiany o kolejnych, to polub nasz profil na facebooku, twitterze, czy google+.

Będziemy też wdzięczni za udostępnienia naszej strony na Twojej tablicy fb, czy innych portalach, ponieważ nie dość, że pozwolą rozwinąć naszą społeczność, to dają też nam motywację do pracy, w którą wkładamy sporo wysiłku, do szukania ciekawych tematów i źródeł. Możecie też założyć u nas konto, pisać komentarze pod tekstami (na facebooku zwiększają zasięg strony), pytać, chwalić, ganić, opisywać swoje problemy, spostrzeżenia, czy podsuwać pomysły na tematy (zakładka kontakt). Do następnego! 🙂

Obserwuj też nas na nowym portalu społecznościowym MINDS.COM, który nie cenzuruje treści:

https://www.minds.com/swiadomosczwiazkow

49
Dodaj komentarz

avatar
7 Zestawy komentarzy
42 Zestawy odpowiedzi
14 Followersi
 
Najwięcej reakcji na komentarz
Najwięcej odpowedzi na komentarz
14 Autorzy komentarzy
tau35QuasimodoFanatykMGTOWLionheart1986RedPillerPL Ostatnie odpowiedzi autora
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Alan
Gość
Alan

I weź to wytłumacz przeciętnej kobiecie…i w ogóle każdemu. Bez autorefleksji ani rusz, a dzisiaj mało kto jest do tego zdolny, a co dopiero chętny. Dogłębna analiza, no i chyba jest jak piszesz, ale z tą całą chemią….. wydaje mi się że świadomie (na siłę) nie da się jej zbudować, zby wiele jest tu składowych na które nie ma się żadnego wpływu. Często jest tak że jeden element nie zagra i kicha. Kobiety nie są wyrozumiałe, na rozum ‘braku’ ci nie wybaczą, nie ma ” czuja” albo jest on niepewny i dowidzenia. Zresztą, nawet jakby była ta chemia sama z siebie czy nawet zbudowana SILNA, to i tak do czasu aż trafi się ziomek co wzbudzi w naszej Panii większe emocje i pozamiatane. Miłość to bujda na resorach, tu nie ma co budować bo to budowanie zamków na piasku, to by trzebabyło trafić na osobę o bardzo wysokim stopniu samoświadomosci i samorefleksji, takich ze świecą szukać a i tak nie ma pewności że będzie chemia. Tu nie ma rzeczy oczywistych, tylko niepewność i pogoń za wiatrem.

Henia
Gość
Henia

Odnośnie autorefleksji. Próbujecie ludziom mówić o takich rzeczach (chodzi mi o predyspozycje płci, praca nad sobą i poruszane tutaj tematy)? Ja zazwyczaj słyszę “nie filozofuj”, “po co się tak zagłębiasz?”, “nie ma czasu na głupoty, zapier** trzeba”, “skąd Ty bierzesz te mądrości?” (szyderczo powiedziane).

Vladimir
Gość
Vladimir

Warto by tylko wyklarować, że jak się mężczyzna fizycznie nie spodoba kobiecie od razu, to zawsze wyjdzie z tej chemii kwas.

Maciek
Gość
Maciek

Jak to czytam to cały czas w myślach przytakuję. Ale bym chciał żeby ta strona dotarła do mass mediów.

tau35
Gość
tau35

Kolejny bardzo dobry tekst A jeśli chodzi o tę chemię to moim zdaniem nie da się jej na siłę zbudować. Tzn żebym był dobrze zrozumiany można wywołując odpowiednie emocje u kobiety ale to będzie i tak na krótka metę. Oczywiście jeśli facet potrafi wywoływać te emocje i jest to zgodne z jego osobowością, a nie jest wynikiem jedynie pewnej gry której się nauczył to ok, choć i w tym przypadku powinien pamiętać ze kobiecie te emocje tez mogą się “przejeść” i będzie poszukiwać innych emocji. Natomiast jeśli jest to tylko wyuczona gra ze strony faceta to jeśli chodzi o seks lub przelotny związek może mu się udać, ale też przecież nie z każdą kobietą. natomiast w dłuższej perspektywie natury nie da się oszukać. Zgadzam się z Alanem że “…. jak nie ma chemii na początku to już później raczej się jej nie zbuduje, czegoś istotnego brakuje i będzie brakować” oraz “Emocje są łatwo zastępowalne jeśli następne są „ intensywniejsze” od poprzednich”
Co to według mnie oznacza. Po prostu są pewne rzeczy na które w życiu mamy wpływ i takie które od nas nie zależą W przypadku tej chemii to właśnie ta druga opcja, jeśli myślimy w perspektywie długoterminowej. Trzeba się z tym pogodzić i tyle. Nie należy też w żadnej mierze winić za to kogokolwiek Taka jest rzeczywistość i natura kobiet (zresztą bardzo dobrze opisana tutaj na blogu) Czy należy być więc bierny? Nie w żadnej mierze Trzeba próbować, ale też trzeba zdawać sobie sprawę że “właśnie najlepszym wyznacznikiem przyszłej jakości związku jest chemia odczuwana przez kobietę i jej podążanie za mężczyzną, nie na odwrót.” (to stwierdzenie to strzał w 10)
Poza tym nawet jak zbuduje się stały związek w którym będzie facet dbał o podtrzymywanie tej chemii, to jeśli pojawi się inny który zaoferuje jeszcze większe emocje, to kobieta pójdzie za tym drugim, a nawet jeśli zostanie to już nie będzie miłość z jej strony. Dawniej rozwiązaniem był patriarchat, ale dzisiaj po nim pozostały może jakieś jedynie szczątki. Oczywiście jak w każdym systemie zdarzały się nadużycia ale generalnie się to sprawdzało. Po prostu normalny facet nawet jak jest zakochany musi być zawsze przygotowany na odejście kobiety. Wiem nie jest to łatwe, ale taka jest rzeczywistość. Szczególnie trudno jest to zaakceptować tzw. pantoflom, którzy w kobiecie widzą sens swojego życia. Ale dojrzały emocjonalnie facet musi twardo stąpać po ziemi a nie w nieskończoność poprawiać sobie samopoczucie samemu się oszukując poprzez idealizacje kobiet.
Z niecierpliwoscią czekam na druga część. i pozdrawiam autora bloga Robisz naprawdę dobrą robotę.

Vladimir
Gość
Vladimir

I o to właśnie mi chodzi, nie da się wywołać chemii u kobiety, której się nie podobamy. Ona może się na różne rzeczy zgodzić, bo będzie z tego miała jakieś korzyści itp. Bo jeśli możesz j jednej wywołać, to dlaczego nie u wszystkich? Ale tak jak powiedziałem, czekam. Nie krytykuję całkowicie autora, bo z wieloma tekstami na tym blogu się zgadzam I doceniam pracę.

Quasimodo
Gość
Quasimodo

Ja się tak pytam wszystkich bo całe forum jest poświęcone związkom, po co wam te związki skoro wszyskie masmedia i same kobiety nie chcą zwiazków, chyba ze jesteś alfa. To taki znak nowych czasów i nic z tym nie zrobicie. Na co wam to wszystko, czy nie lepiej życ dla siebie i być prawdziwym egoistą zwiedzać świat, mieć swoje pasje czy zainteresowania. Na jakiego h… potrzebna wam kobieta? Seks? kosztuje raptem 150 a jak ktoś ma czas to za darmo bedzie miał. chyba ze kogoś bardzo boli że te ładne nie lecą na niego, tyle ze jak zgasisz lampkę to ta mniej ładna będzie lepsza w tym co trzeba a jak pragniesz mieć dzieci no cóż wóz albo przewóz chyba że masz furę pieniedzy wtedy robisz w życiu wszystko. W dzisiejszych czasach związek nie ma racji bytu bo jest niszczony przez system który z singla ma więcej sałaty, Rozwody, coraz większa prostytucja a szczególnie sponsoring, ukryta prostytucja egoizm kobiet by brać a nic nie dać od siebie, niszczy faceta od środka jak rak. Mi kobieta prócz seksu do niczego nie jest potrzebna. Kobeta to wieczny problem, duży problem. Jak mam mieć problem to chce na nim zarobić, na kobiecym problemie nie zarobisz stracisz jedynie czas i pieniącze a czas + pieniądz to strata podwójna.

tau35
Gość
tau35

Uważam że trochę zdrowego egoizmu nie zaszkodzi, choć tez nie jestem przeciwnikiem związków. Bywałem w wieloletnich. Można powiedzieć ze raz było lepiej raz gorzej. Moim zdaniem to nie seks jest głównym problemem lecz relacje w takim związku. Czasami seksu miałem w nadmiarze ale co mi z tego jak inne sprawy były do dupy. Według mnie nie zmienia to faktu ze trzeba próbować. Obrażanie się na rzeczywistość jest pozbawione sensu.

TOT
Gość
TOT

Nie jestem przeciwnikiem związków. Jestem zwolennikiem, ale tylko gdy na swojej drodze spotyka się dobrą i szczerą osobę. Fałszywość nigdy nie plusuje. Lepsza najgorsza prawda niż najlepsze kłamstwo. Z kolei jestem przeciwnikiem związków na siłę. Kupowanie miłości czy błaganie o nią jest żałosne.

Dokładnie. Seks jest istotny, ale nie najważniejszy. Są inne czynniki dużo istotniejsze z perspektywy utrzymania związku.

tau35
Gość
tau35

No to widzę ze mamy podobne zdanie w tym względzie. Niestety wielu dzisiejszych facetów ma taką napinkę aby być w związku, co de facto stawia ich od razu na przegranej pozycji. Moim zdaniem lepiej skupić się na własnej drodze życiowej. Nie zamykać się na kobiety wręcz przeciwnie otwierać się, ale tez nauczyć się selekcjonować A jak już wejdzie się w relacje z kobietą to mieć świadomość dlaczego ona ze mną jest (nie oszukiwać samego siebie bo to jest właśnie niemęskie). Tak jak napisał Quasimodo seks jest dzisiaj tani można go sobie kupić, albo najlepiej przy pewnym wysiłku zdobyć Niektórzy moi znajomi pytają ale jak będę taki wybredny to mogę nie spotkać tej jedynej dobrej kobiety bo tych jest mniejszość dzisiaj? To wtedy z przekorą odpowiadam no to nie spotkasz i świat się od tego chyba nie zawali.